droga Puerto Madryn - Comodoro Rivadavia

( 0 Votes ) 

Odcinek ten ma nieco ponad 400 km ale wydaje mi sie najtrudniejszym do pokonania na tej trasie na poludnie. Glowny powod to odcinek pomiedzy Trelew a Comodoro Rivadavia, ktory ma 370 km i tylko 1 male miasteczko po srodku tej trasy. Poczatek bedzie mi szedl swietnie, a koncowka fatalnie. Po raz pierwszy bede musial lapac stopa ze wzgledu na kapitulacje roweru:(. 

 

Dzien 1

 

Poczekalem do popoludnia aby nie jechac w najwiekszym upale. Okolo 16 ruszam i mam okolo 65 km do Trelew. Pierwsze pare km od Puerto Madryn do ruta 3 prowadza pod gorke, pozniej jest juz praktycznie rowno. Zlapalem tez wiatr w plecy i pokonanie tego odcinka zajelo mi niecale 3h. W zasadzie wypoczety przejchalem na trase wylotowa z miasta. Poszukalem stacji na nocleg. Problemem okazalo sie jednak znalezienie miejsca oslonietego od wiatru. Ostatecznie rozbilem sie na betonie z namiotem poprzywiazywanym do kamieni.

 

Dzien 2

 

Wiatr w plecy 12h jazdy i jestem 195 km dalej. Na mapie mam zaznaczona jedyna stacje  w Garayalde dokladnie w polowie 370 km odcinka pomiedzy Trelew a Comodoro Rivadavia. Z wczesniejszego wywiadu dowiedzialem sie, ze rowniez Uzudum cos bedzie. Wioska zaznaczona na mojej mapie najmniejsza kropka. Zazwyczaj nie oznacza to wiecej niz pare domkow, a czas nawet tylko 1. Na szczescie tym razem wybudowano w Uzudum stacje zaledwie 132 km od poprzedniej w Trelew. W zasadzie ten odcinek jechalo mi sie calkiem sprawnie. Wiatr mialem w plecy i po niecalych 8 h bylem juz w Uzudum. Jechalem tym razem technika po 20 km i krotkim odpoczynkiem. Stacja nie byla zbyt okazala i wyjatkowo droga. Nie bylo tez za bardzo gdzie sie rozbic oslonietym przed wiatrem. Majac jeszcze calkiem sporo sil zdecydowalem sie podjechac kolejne 63 km do Garayalde. Pierwsze 21 km odbywalo sie na zasadzie wysciugu z burza, ktora mialem za plecami ale na szczescie udalo mi sie uciec. Pozniej zaczely sie problemy. Na kolejnym odcinku rozsypalo sie lozysko w tylnim kole. Zaczelo trzeszczec i lekko hamowac ale da sie jechac. Rowniez wiatr ustal i przestal mi pomagac:(. Ostatnie 20 km to juz byla rzeznia i wyciskanie ostatnich potow. Zaczalem chodzic pod gorki bo juz nie bardzo mialem sily jechac. Na prostej wlokolem sie na wolnych przerzutkach. Ostatecznie po 12h dojechalem na miejsce. Wykonczony ale dumny z siebie:).

 

Dzien 3

 

Udalo mi sie przespac w miejscu oslonietym od wiatru. Dopiero okolo 7 zmienil kierunek i mnie zbudzil. Bylem jednak tak zmeczony, ze nie dalem rady wstac i wrocilem do snu na kolejne 2 godzinki. Okolo 10 wstalem przeszedlem sie do wioski w poszukiwaniu sklepu bo na stacji drozyzna. Okazuje sie jednak, ze jest tutaj tylko platforma do wydobywania ropy, dookola tylko pare domkow i nic wiecej. Jedyne miejsce gdzie mozna cos kupic to stacja benzynowa. Nie mam dzisiaj sily na przejechanie 175 km do Comodoro przez co chyba zatrzymam sie tutaj na kolejna noc i rusze dopiero jutro aby nie spac na pustyni.

Dowiedzialem sie, ze jest restauracja jakies 90 km dalej(pozniej sie okaze to 103 km). Przed ruszeniem postanowilem sie posilic. Zakupilem na stacji pizze(mala pizza mrozonka) za jedyne A$30 do tego sok 1l za A$10 i w zasadzie caly moj dzienny budzet poszedl. O 16:30 wyjechalem i szybko sobie uswiadomilem, ze tak szybko jak dzien wczesniej nie pojade. Rower szybko mi przypomnial o rozwalonym tylnym lozysku, a wiatr wial z boku. Mimo to dalo sie jechac i przemiescilem sie 57 km. Nocleg przypadl mi na pustyni przy drodze. Znalazlem na szczescie miejsce w miare osloniete od wiatru. 

 

Dzien 4

 

Jak zwykle wczesnie z rana okolo 7 obudzil mnie wiatr. Jakos nie mialem motywacji wstac. Zasnalem spowrotem. Godzine pozniej obudzil mnie deszcz. Kto by pomyslal deszcz na pustyni.. Na szczescie byla to tylko jego namiastka, zaledwie pare kropel. Spakowalem sie i ruszylem. Jazda szla jednak wyjatkowo ciezko. Wiatr w twarz do tego tylne kolo krecilo sie coraz ciezej. Nie dalem rady przejechac nawet 5 km na najlzejszej przerzutce. Pozniej robilem odcinki zaledwie 1-2 km i musialem rower prowadzic. Nawet z gorki z wiatrem dalem rade zmienic tylko 1 przerzutke. Po 15 km zauwazylem, ze tylnie kolo ma maksymalne luzy. W wyniku czego caly czas opiera sie na klocku hamulcowym. To dlatego jazda szla tak ciezko! Odczepilem hamulce. Jazda stala sie lzejsza ale teraz kolo hamuje o rame i tez nie dalo sie przejechac wiecej niz 3 km na raz. Zwlaszcza, ze mialem do tego silny wiatr z boku albo w gebe. Jakos tak rower prowadzac troche jadac dotarlem do restauracji po niecalych 50 km. Do Comodoro Rivadavia zostalo 75 km. Ostatnie 10 km mialem przy silnym wietrze z deszczem. Do wieczora bylo juz chlodno okolo 15 stopni ale przesiedzialem schroniony w restauracji. Tylko czasami gdy ktos wchodzil czolem przeciag i panujacy na zewnatrz chlod. Wieczorem wyszedlem poszukac miejsca pod rozbicie na miotu. Liczylem na opuszczony domek po 2 stronie ulicy. Okazalo sie ze kultura tutejszych ludzi nie odstaje w stosunku do tej z polski i caly byl zasrany. Nawet ciezko bylo przez niego przejsc nie wdeptujac w nic. Ostatecznie uzyskalem zgode na rozbicie sie przed restauracyjka gdzie mialem czesciowa oslone przed wiatrem. 

Lozysko jest w rozsypce i mam nadzieje, ze da mi dojechac do Comodoro Rivadavi. Duzo latwiej byloby zlapac stopa albo poprosic aby mnie ktos podwiozl. Mam jednak za cel przejechac ten odcinek od rownika na samo poludnie ameryki poludniowej bez oszukiwania w ten sposob. Jezeli przyjdzie mi prowadzic rower to nie bedzie pierwszy raz i jezeli bede musial to go na plecach doniose;).

Po drodze okolo 1728-9 km jest opuszczona, zruinowana stacja benzynowa. Ciekawie wyglada bo dziala nadal pompa z w woda i cala roslinnosc dookola nie wymarla. 

 

Dzien 5

 

Pierwsze 5 km podjechalem. Potem przeszedlem kolejny kilometr i znowu zaczalem jechac. Tym razem jakby jechalo sie lzej. Mialem wrazenie, ze mam troszke z gorki. Szlo calkiem sprawnie. Przemiescilem sie 40 km. Zaczal sie ostry zjazd z gorki. Ja natomiast jade bez hamulcow poniewaz na kolach z rozwalonymi lozyskami z przodu i z tylu mam zbyt duze luzy. Jak zakladam hamulce to mocno zwalniaja nawet jak ich nie uzywam. Glupi zaczalem zjezdzac z gorki myslac, ze to kolejny pagorek. Niestety byla ona bardzo stroma a ja nie mialem mozliwosci zatrzymania sie. Aby jechac wolniej zjechalem na szutr ale nadal sie rozpedzalem. Na szczescie po okolo 2 km byl kawalek rowny gdzie udalo mi sie nogami wychamowac. Zalozylem przedni hamulec i juz bardziej bezpiecznie ruszylem dalej. Zjechalem tak okolo 4 km gdy nagle tylne kolo calkowicie sie zatrzymalo i przestalo krecic. Lozysko sie calkowicie rozlecialo. Jedyny sposob przemieszczania to niesienie roweru na plecach. Nawet bym sie i na to zdecydowal gdyby nie to, ze oprocz niego jakos musialbym dzwigac plecak, namiot i 6 l wody. Do Comodoro zostalo 30 km. Przyznaje ze smutkiem, ze sie poddalem. Jedyny sposob jaki moglem sie przemieszczac to przenosic plecak 100 m a potem wracac po rower i tak w kolko. Byloby to jednak zbyt czasochlonne i bezsensowne. Zdecydowalem sie na stopa. Po niecalych 10 min siedzialem juz w tirze. Bardzo przyjazny czlowiek zawiozl mnie pod sam warsztat rowerowy. Tam sie okazalo, ze to tylko sklep. Na szczescie okazalo sie, ze rowery naprawiaja jakies 500 m dalej. Wzialem kolo i sie przespacerowalem. Byl to warsztat prowadzony przez mlodego chlopaczka. Zgodzil sie wymienic lozysko prawie od reki tzn w ciagu 2h. Potem pozwolil mi sie rozbic w ogrodku:). Jak wrocilem po rower z juz naprawionym kolem. Zamontowalem je i zaczalem jechac. Cos mi jednak nie pasowalo w kierownicy. Okazalo sie, ze wiozac rower w tirze pomiedzy naczepa, a kabina ulegla ona skrzywieniu podczas manwerow parkowania:(. 

Na szczescie niedaleko znajdowal sie tez Walmart gdzie udalo mi sie zrobic wieczorem wyzerke. Po rozbiciu w ogrodku udostepniono mi prysznic. Po 4 dniach w koncu sie normalnie wykapalem!

 

Dzien 6

 

Od samego rana padal deszcz. Na sniadanie zostalem zaproszony przez mojego mechanika rowerowego i jego rodzine. Okazalo sie ze ma 24 lata i juz 3 dzieci.. Ja przy nim wygladam jak stary dziad;). Bardzo pomocny chlopak. Zabral mnie na pobliska gorke gdzie mozna podziwiac widok na panorame miasta. Do tego podwiozl do chinskich sklepikow gdzie moglem kupic tanie ciuchy bo moja jedna ciepla bluza to juz za malo:(.