Patagonia

( 1 Vote ) 

Patagonia - magiczna kraina, w ktorej nie sposob sie nie zakochac. Polozona w Argentynie i Chile o powiezchni okolo miliona kilometrow kwadratowych i zmieszkala przez 2 miliony ludzi. Co daje zaledwie 2 osoby na km2 czyli totalne bezludzie. Odleglosci miedzy miasteczkami czesto wynoszo okolo 300 km. Gdzie jako miasteczko nieraz sie rozumie 20 domkow. Poza tym wiecznie pustynny step. W wiekszosci jest plasko i przez to krajobraz robi sie bajecznie monotonny. Do tego wszystkiego jest bardzo wietrznie, przez wiekszosc roku zimno i praktycznie brak opadow deszczu. Kregoslupem laczacym ta kraine ze swiatem sa 2 drogi ruta 3(asfaltowa) biegnaca wybrzezem i ruta 40(asfaltowo - szturowa) biegnaca u stop pasma And. Przez bardzo niesprzyjajce warunki do zycia dla czlowieka srodowisko nie zostalo przez niego zmienione i caly czas mozna zobaczyc dzika nature. 

Dla tych co sie zdecyduja zapuscic na ten koniec swiata slowo Patagonia na zawsze zostanie magiczne i bedzie przywolywac niesamowite wspomnienia. Im bardziej sie pojedzie na poludnie tym wiecej sie odkryje tej magicznej krainy.

Zastanawialem sie czy pisac osobny watek na temat Patagoni ale podejrzewam, ze nie kazdemu chce sie czytac calosc moich wypocin to bedzie mial streszczenie:).

Zaczynajac od polnocy przygode z Patagonia zaczyna sie od punktow sanitarnych rozstawinych na drogach przez ktore nie wolno przewozic owocow, miesa i innych produktow zywnosciowych. Kolejne odkrycie to jak ma sie szczescie mozna zobaczyc jak zbiera sie na burze ale granica chmur aksztaltuje sie na granicy Patagoni. Dalej czeka nas odkrycie jak wyglada pustynny step, ktory juz bedzie widoczny do konca naszej podrozy. Brak farm przy drodze, brak osad ludzkich przez setki kilometrow. Brak asfaltu jezeli tylko zjedziemy z glownej drogi. Jak juz sie zdarzymy oswoic z tutejszym klimatem to pozostaje odkrycie skarbow tej krainy. Pierwszy z nich to niesamowity polwysep Valdez. W morzu dookola niego plywaja wieloryby, orki i inne wielki ryby. Na ladzie za to osiedlily sie lwy morskie, pingwiny i inne dzikie stworki:). Od strony gor za to nad gorce nad jeziorkiem polozone jest Bariloche. Jedno z najczesciej odwiedzanych miejsc w Patagoni ze wzgledu na to, ze sezon tutaj trwa prawie caly rok. Zima ma sie do dyspozycji najwiekszy osrodek narciarski w Ameryce Poludniowej. Latem mozna sobie porobic trekingi i generalnie zrelaksowac sie przegryzajac smaczna czekolade lokalnej produkcji.

Jak komus to nie wystarczy i ruszy dalej na poludnie to na wybrzezu czeka go Trelew i niedaleko polozone miasteczko Gaiman, w ktorym to zaczeli sie osiedlac Walijczycy naplywajacy do Patagoni i gdzie nadal widoczna jest ich kultura. Za to poruszajac sie ruta 40 do zobaczenia jest El Bolson miasteczko hipisow. Zaczeli sie oni tam osiedlac jakies 30 lat temu i oglosili to miejsce jako bezpieczny schronienie w przypadku wojny nuklearnej. Sam El Bolson jest specyficzny jezeli chodzi o patagonie. Ma swoj mikroklimat gdzie jest wilgotno, bezwietrznie i mozliwe sa uprawy roslin. W efekcie czego rozwinela sie tutaj uprawy ekologiczne slynne na cala Argentyne. Kawalek dalej na poludnie od El Bolson jest Esqel, skad niedaleko jest do pobliskiego parku narodowego gdzie mozna pochodizc po gorkach. 

Jedziemy dalej na poludnie wybrzezem i czeka nas okolo 350 km pustkowia. Zanim znowu dotrzemy do miejsca gdzie ktos sie zdecydowal osiedlic mozemy odwiedzic Punto Tomba. Miejsce gdzie co prawda nie ma ludzi ale jest ponad milion pingwinow. Po przejechaniu pustkowia nagle wyrasta Comodoro Rivadavia. Najbogatsze miasto Patagoni. Dlaczego? Kazdy kto sie do niego zacznie zblizac bedzie wiedzial. Cala jego okolica jest roponosnym obszarem i wszedzie widac pracujace pompy wydobywajace ten czarny skarb. Sprawil on, ze mimo wiatr, ktory tutaj czasami zbliza sie do 180 km/h nie jest w stanie zniechecic ludzi do zamieszania tutaj i miasteczko bardzo szybko sie rozrasta. Zaczyna sie nawet konczyc miejsce pod nowe domy i ludzie zaczynaja sie budowac na pobliskich zboczach. Niedaleko dalej na poludnie jest Caleta Olivia. Po wjechaniu do miasteczka w samym jego centrum stoi pomnik przedstawiajcy robotnika na platformie wydobywajacej rope.. Za to niecale 10 km za miasteczkiem na poludnie zyje sobie kolonia fok, ktora nic nie obchodzi to, ze ludzie wydobywaja to czarne cos z ziemi. 

Wracajac do odcinka gorzystego patagoni to glowna, atrakcja staje sie tutaj Chilijski odcinek Carrateli Austral. Droga wybudowana na polecenie Pinocheta majaca na celu polaczenie malutkich osad polozonych na przestrzeni 1000 km. Kraina niesamowicie zielona i tetniaca zyciem. Z super czysta woda, ktora jest nawet kupowana przez firmy z USA i transportowana caly ten kawal drogi, aby mieszkancy tego upadajcego mocarstwa tez sie mogli rozkoszowac tym co by mieli u siebie gdyby nie trujacy wszystko przemysl. 

Oddalajac sie od Caleta Olivia mozna sie skusic zjezdzajac z ruta 3 i odwiedzic Puerto Deseado. Miejsce gdzie Darwin obserwowal nature i powoli dochodzil do swojego wielkiego odkrycia. Jadac dalej na poludnie docieramy do Puerto San Julian wydaje sie przyjazna osada rybacka. 100 Km bardziej na poludnie mamy Pietrabuena miasteczko powstale z powodu znajdujacej sie w okolicy ropy. Dalej mamy kolejne pustkowie, po ktorego pokonaniu dotrzemy do Rio Gallegos stolicy stanu Santa Cruz. 

Przy odcinku gorskim za to wracamy spowrotem do Argentyny na ruta 40 w okolice Perito Moreno. Zapuszczamy sie do pobliskiej jaskini gdzie sa zostawione malowidla ludzkich rak sprzed 10000 lat. Po chwili zachwytu pozostaje jechac dalej. Niestety przez nastepne 500 km nie ma prawie zadnej osady nie liczac pojedynczych domkow co ilesdziesiat kilometrow. Za to na pewno warto przejechac ten odcinek bo czeka nas odkrycie El Chalten moim zdaniem najbardziej malownicze i niesamowite miejsce w Patagoni. Kazdy kto lubi chodzic po gorach nie bedzie chcial stad szybko wyjezdzac. Widoki lodowcow, Fitz Roy, niekonczace sie mozliwosci wspinaczkowe po naturalnych sciankach. Tego sie nie da opisac to trzeba zobaczyc. Po tym jak juz sie czlowiek nachodzi moze pojechac dalej na poludnie. Zastanie go kurort El Calafate. Leniwi ludzie co nie chce im sie chodzic po gorkach w El Chalten, a chca zobaczyc piekny lodowiec pod ktory zostana przywiezieni wygodnym i drogim autobusem, nastepnie skasowani jak za zboze za wstep do parku narodowego zjezdzaja sie tutaj tlumnie. Jak nie mamy dosyc to jedziemy dalej. Po paruset kilometrach dojezdzamy do Rio Turbio kolejnego preznie rozwijajcego sie miasteczka dzieki znajdujacej sie w jego okolicach miedzi. Przejezdzamy spowrotem do Chile i zatrzymujemy sie zjesc lososia w Puerto Natales. Odzyskujemy sily i udajemy sie znowu na treking do parku narodowego Torres Del Paine. Gdzie podziwiac bedziemy kolejne lodowce, pionowe szczyty i piekno natury. Po tygodniu wracamy do cywilizacji. Czyli jedziemy dalej na poludnie do Punta Arenas. Miasta polozonego najbardziej na poludnie na kontynencie poludniowoamerykanskim. W jego okolicy do zobaczenia mamy pingwiny. Natomiast dla zapalencow chcacych dotrzec na przyladek Cabo Froward czeka 5 dniowy treking.

Zostaje nam juz tylko Tierra del Fuego, a skoro jest tak blisko to nie warto jej omijac. Przeplynac na nia mozna promem jadac od strony Rio Gallegos lub z Punta Arenas do Provenir. Chilijskia czesc Tierra del Fuego to totalne pustkowie zamieszkale przez okolo 10000 mieszkancow. Z czego wiekszosc z nich przybyla tutaj dawno temu z nadzieja na znalezienie wielkiego samorodka zlota przeczesujac ziemie strumykow w pobilzu Provenir. Mozna sprobowac szczescia ale jak sie nam znudzi to jedziemy dalej na wschod. Zanim wrocimy na Argentynska strone wyspy mozemy zobaczyc mala kolonie wielkich pingwinow krolewskich. Niestety zaplacimy za ta przyjemnosc tez krolewska cene:/. Wracamy do Argentyny gdzie zatrzymujemy sie w Rio Grande. Przemyslowej stolicy Tierra del Fuego. W tym momencie juz niewiele nam zostalo aby dotrzec do konca swiata czyli Ushuaia. Zanim tam dojedziemy odkryjemy znowu gorki, drzewa, wode i wielki zalew. Po czym naszym oczom ukaze sie malowniczo polozona na zboczu Ushuaia. Majac pelen portfel lokalni mieszkancy znajda nam wiele atrakcji na ktorych mozemy go odchudzic. Dla pozostalych zostaje okoliczny treking i ewentualna wyprawa o swicie do pobliskiego parku narodowego aby zdarzyc przed otwarciem bramek i nie musiec tez przeplacac za wstep.

Jakby ktos nadal nie mial dosyc to moze udac sie statkiem jeszcze bardziej na poludnie na Isla Navarino do Puerto Williams. Odwiedzi w ten sposob znowu Chile, odkryje pobliskie gorki i bedzie cieszyc sie dzika natura i zimnem ale za to dotrze do prawdziwego konca swiata:)