San Pedro de Atacama - Uyuni motorem

( 0 Votes ) 

Przyszedl czas opuscic Chile i zwiedzic kolejny kraj. Poczatek nie byl latwy bo zaczal sie od jednego z najbardziej niedostepnych regionow Boliwi. Pokonac musialem odcinek altiplano, ktory lezy w duzej czesci powyzej 4500 mnpm. Drogi fatalne. Za to ludzie bardzo przyjazni. Widoki niesamowite, a ceny w koncu niskie! Nie bylo jednak lekko bo zlapalo mnie przeziebienia, a kurowanie sie na wysokosci nie przebiega zbyt szybko:(.

dzien 1. Zanim opuscilem San Pedro de Atacama musialem dokonac odprawy celnej poniewaz Aduana znajduje sie w miasteczku. Niestety jest szczyt sezonu i potezna kolejka, w ktorej utknalem na dobre 2 godziny. Na szczescie pani celniczka nie robila mi problemow i szybko mnie odprawila. Wczesniej sie dowiedzialem, ze aby opuscic czilijskim motorem Chile jako obcokrajowiec musze powiedziec, ze to tylko parodniowa wycieczka i mam zamiar wrocic. Poczatkowe 40 km do granicy po stronie Chilijskiej biegnie wygodna asfaltowa droga. Problem w tym, ze trzeba podjechac 2000 m pod gorke na odcinku okolo 25 km. W trakcie tego podjazdu regulowalem ustawienia motoru odnosnie ilosci powietrza i paliwa. Okazalo sie, ze nie zrobilem tego sprawnie motor nie mial mocy a ja z ledwoscia sie wtoczylem na 4600 mnpm. Dopiero nastepnego dnia wlasciwie wyregulowalem ustawienia. Bylo o tyle ze na ostatni podjazd pod malutka gorke musialem juz motor wepchnac bo sie zagrzal. Chwile pozniej docieram do granicy z Boliwia. Szlaban na drodze i budyneczek gdzie siedzi 2 ludzi tak ona wyglada. Sprawnie wbito mi pieczatke na 90 dni i powiedziano, ze odprawa celna jest 80 km dalej niedaleko gajzerow. Docieram tego dnia do Laguna Verde i Laguna Blanca. Na wstepie kasuja mnie 150 bolivianow za wjazd do park narodowego Eduardo Avaroa. Pracujacy tam straznicy zainteresowali sie moim motorem i przy okazji opchnalem im za 50 boliwianow detke bo mialem 3 w zapasie, a to za duzo. W tym samym miejscu znajduje sie rowniez miejsce gdzie mozna sie przespac za 40 BOB wczesniej targujac sie z 50. Niestety brak wygod, biezacej wody i ciepla rekompensuje wygodne lozko ze spora iloscia kocy zapeniajacych cieplo. Jest to na wysokosci 4300 mnpm gdzie wieje w miare silny wiatr dlatego warto nie spac w namiocie.

Zanim przejde dalej to pare slow o wymianie walut. Zaraz po przekroczeniu granicy z Boliwia, trzeba placic 150 BOB za wjazd do parku narodowego. Platnosc jest przyjmowana tylko w walucie boliwijskiej, a po drodze nie ma gdzie dokonac wymiany. Efekt jest taki, ze w San Pedro de Atacama jest duze zapotrzebowanie na boliwijska walute i jest ona nawet skupowana powyzej oficjalnego kursu. Za to kupujac ja za Chilijskie peso nalezy calkiem sporo przeplacac ale nie ma sie wyjscia(ja kupowalem po kursie 0.85) i w zasadzie kazdy turysta tak robi. Pierwsze miejsce gdzie mozna wlasciwie wymienic pieniadze to Uyuni. Mozna tam rowniez po sensownym(lepszy niz w San Pedro) kursie sprzedac chilijskie peso. Za to problemem jest jak ktos posiada Argentynskie peso. Nie dosc, ze ciezko je sprzedac to dostaje sie kurs 0.9 BOB za 1 ARS. Co stanowi strate okolo 40% w stosunku do oficjalnego kursu argentynskiej waluty.

 

2 dzien. Przejazd od Laguna Blanca(wstep do parku narodowego) do Laguna Colorada. Po drodze poza niesmowitymi widokami kolorwych jezior odwiedza sie gorace zrodla gdzie mozna sie za darmow wykapac. Gajzery buchajace goraca para na wysokosci 4800 mnpm. Jak ktos ma potrzebe to zajechac musi rowniez do odprawy celnej polozonej powyzej 5000 mnpm. Po drodze co chwile jest sie mijanym przez jeepy wiozace turystow na tym niezwykle obleganym szlaku. Wraz z Laguna Colorada konczy sie w miare dobra droga i zaczyna tortura. Blacha falista z piaskiem i nie da sie jechac szybciej niz na 2, a w duzej czesci na jedynce. Za to ma sie widok na jeziorko przechodzace przez kolory od niebieskiego, przez czerwony do zielonego. Na polnocnym skraju Laguny Colorada znajduje sie mala osada ze schroniskami, gdzie mozna znalesc lozko za 30 BOB. Wieczorem rozmawiam z kierowcami i mowia mi, ze ta fatalna droga bedzie sie ciagnela, az po sam Salar Uyuni i lepiej zawrocic pare km i obrac droge bezposrednio na Uyuni na co sie decyduje.

3 dzien. Lapie mnie przeziebienie po kapieli w goracych zrodlach i wietrznym dniu dzien. wczesniej. Nie daje rade nawet wcisnac w siebie sniadania. Wracam do lozka i spie do dnia nastepnego

4 dzien. Decyduje sie jechac bezposrednio do Uyuni i stamtad wjechac na Salar Uyuni. Poczatkowo zawracam jakies 15 km co zajmuje mi okolo godziny pozniej droga sie wyraznie poprawia. Poza 20 km odcinkiem bezposrednio przed Villamar gdzie jest sporo kamieni jest calkiem ok. W Villamar nalezy pokonac rzeczke na szczescie jest mostek dla pieszych przez ktory tez da sie przejechac motorem. Dalej jest szlaban gdzie nalezy poniesc oplate za przejazd ta wspanialej jakosci droga. Na szczescie motory sa zwolnione z oplaty. Na tym wlasnie platnym cudownym odcinku drogi szutr jest momentami nagle piaszczysty przez co przyliczam 2 gleby. Podczas jednej z nich ulega zniszczeniu LCD w moim nowym laptopie:(. Przed Villa Alota nalezy pokonac jeszcze 2 rzeczki. Przez 1 z nich jest mostek po kamieniach dla pieszych, ktorym sie da przejechac. Przez druga nie ma wyjscia i trzeba przez woda. Na szczescie nie jest ona zbyt gleboka i pokonuje ja bez problemow. Chwile pozniej rozbijam sie na nocleg w 1 z opiszczonych domow pasterskich.

5 dzien. Jazda do Uyuni przebiega bez problemow. Droga od Villa Alota ulega wyraznej poprawie. Jak informuje nawet tabliczka to za unijne pieniadze. Probuje kupic benzyne w San Cristobal ale dowiaduje sie, ze chwilowa maja jej brak. Jak sie pozniej okaze to calkiem normalne w Boliwi, ze od czasu do czasu benzyna sie konczy zwlaszcza w weekendy. W samym miasteczku odbywa sie akurat jakis festyn z wielka przemowa przez co wszystko zamkniete. Nie majac gdzie dokonac zakupow jade dalej bezposrednio do Uyuni.