droga Sao Paulo - Curitiba rowerem

( 1 Vote ) 

Po 3 dniach napraw roweru w Sao Paulo ruszylem dalej. W plecaku mialem dodatkowe wyposazenie w postaci niepotrzebnie kupionego klucza 15 i 13, ktore laczeni waza okolo kg ale jakos szkoda mi bylo sie ich od razu pozbyc.. to je dzwigam. Pozaklejalem dziury w detkach(bynajmniej tak mi sie wydawalo). Wymienione zostalo przednie lozysko przy pedalach.  Odkrylem, ze przednia felga, ktora sprzedal mi niedawno facet w okolicach Uberby nie nadaje sie do mojego roweru ze wzgledu na zbyt szerokie opony. Przez pol nocy probowalem zalozyc opone na felge, a ona ciagle wyskakiwala po napompowaniu powietrza. W koncu sie poddalem i wymienilem super sprotowa felge na standardowy model za doplata R$10. Jeszcze tylko pozegnanie z Kaska, ktora mnie goscila od dluzszego czasu i 3 malymi kotami, ktore zostaly jej podrzucone przedostatniego dnia i wszystko zasraly:) no i w droge.

 

Planowalem ten 400 km odcinek przejechac w 6 dni jadac sobie na luzaku. Droga byla stosunkowo prosta bo jechalem wzdluz caly czas wzdluz autostrady. Jedynym utrudnieniem bylo to, ze zjezdzalo sie z 800 mnpm do 0 a potem pod gorke do 900 mnpm. Po drodze przez ponad 100km jedzie sie przez park narodowy.
Wracajac do poczatku to zszedlem do garazu po rower, a tam brak powietrza w przedniej oponie. Czyli pierwsza detka okazala sie niezbyt szczelnie przeze mnie zaklejona. Wprawiona juz reka wymienilem ja w 30 min montuje plecak na bagaznik i ruszam. Nie przejechalem 500 m, a wyczepila sie tylnia przerzutka bo niedokladnie dokrecilem kolo.. poprawienie tego zajelo mi dobra godzine i zamiast wczesnie rano ostatecznie po 12 ruszylem.  Kolejne 2 dni to relaksujaca jazda bez pospiechu po drodze mijalem mnostwo plantacji bananow. 4 dnia popsula sie pogoda i utknalem na stacji benzynowej bo caly dzien padalo. Bynajmniej nie zrazony pomyslalem, ze nadrobie km nastepnego dnia. Tymczasem zaczela sie droga pod gorke. Projektanci tej autostrady nie pomysleli o rowerzystach tylko zatroszczyli sie o tiry i przerobili pobocze na 3 pas ruchu. W konsekwencji czego pozostala mi jazda rowem. Za to w rowie leza wszystkie smieci i metalowe czesci, ktore odpadaja z samochodow przez co juz na poczatku zaczalem sie zastanawiac ile ujade zanim zlapie gume. Dowiedzialem sie tego po 5 km i zaczela sie zmiana detki w przedniej oponie. W plecaku mialem 3 detki. 1 dziurawa bo nakleilem latke nie tam gdzie trzeba:). 2 z ktorej uciekalo powietrze i 3 sprawna. Niestety nie potrafilem odroznic 2 od 3 no i zamontowalem oczywiscie nie ta co trzeba. Co sie skonczylo kolejnym postoje po paru km i tym razem zabawa w naklejanie latek. Zeszlo pare godzin bo dziur bylo wiecej niz mi sie wydawalo a jakos latki czesto musze przyklejac po 2 razy aby powietrze przez nie nie uciekalo. Po wszystkim spokojnie pojechalem dalej. Kolejnego dnia wstaje z rana, patrze a tam brak powietrza w tylnim kole(sic!). Zmieniam detke ruszam w droge. Po chwili znow nie ma powietrza w tylnim kole. Mam kolejna nauczke, zeby dokladnie sprawdzac opone czy nie zostal w niej jakis metal czy cos co przebilo detke bo jak sie na nia zalozy kolejna to bedzie znowu dziura. Tym razem bylo jednak gorzej bo podczas pompowania popsula mi sie pompka no i pozostalo mi rower prowdzic na flaku 4 km do najblizszej stacji. Co ciekawe podchodzilem juz z zupelnym spokojem do faktu, ze znowu cos w rowerze nie dziala i trzeba zamiast jechac go naprawiac. Udalo mi sie pozniej naprawic pompke i bez wiekszych przygod dojechac do Curitiby. 
Wjechalem zarazem tez do kolejnego stanu Parana i zmienila sie rowniez oferta w przydroznych knajpach. Pojawilo sie wiecej kielbasy, chleba i.. sernik:). Ceny niestety nie spadly.