Belem -Brasilia rowerem 1030 km

( 1 Vote ) 

W nocy 3 dni temu grzecznie sie rozbilem posiedzialem chwilke i polozylem sie spac. Bylo cieplo przez co tylko lezalem przewracajac sie z boku na bok nie zwracajac uwagi na owady brzeczace dookola bo sie do nich przyzwyczailem. Moze zasnalem na chwilke ale co chwila sie budzilem bo cos po mnie chodzilo. Myslalem, ze to jakis pajak ale stracilem to cos raz drugi trzeci. Troche leniwy nie moglem znalesc latarki to lezalem dalej. Przy czym ciagle cos na mnie wchodzilo, az po jakims czasie zirytowany postanowilem poszukac latarki i zobaczyc co to. Zaswiecilem w gore patrze a tam wielkie mrowki ponad 1 cm i wielkie czerwone oczy przegryzaja mi moskitiere i wchodza do srodka. Dzien wczesniej widzialem jedna taka w smieciach i sie zlaklem bo myslalem, ze to krolowa tymczasem teraz mialem ich cale stado i to w srodku w namiocie. 

 Jedyne co pozostalo to szybka ewakuacja z namiotu. Wyniesienie wszystkich rzeczy i przeniesienie namiotu w inne miejsce. Masakra bo ciemno na szczescie rozlozylem sie na polu to wystarczylo sie przeniesc pare metrow w bok liczac, ze tam mrowek nie bedzie. Cale zamieszanie trwalo ponad godzine bylo okolo 1 w nocy jak wszedlem spowrotem do namiotu. Mialem juz na sumieniu ze 30 mrowek ale nie tak latwo je zabic bo po przecieciu nadal 2 koncwoki sie ruszaja. Nie byly na szczescie agresywne bo zadna mnie nie ugryzla ale widziec cos takiego chodzacego do kola wzbudza strach. Jak juz mialem oczyszczony namiot, karimate i moglem wejsc do namiotu to zauwazylem ze pelno ich oblazlo moj plecak. Co gorsze w tym przypadku mialy sporo miejsc do pochowania. Po 30 min przeganiania ich stwierdzilem, ze moge go wrzucic do srodka i przespac sie z paroma sztukami obok mnie do rana. Cale szczescie bylo tez w tym, ze one nieruchomialy jak bylo swiatlo i liczyly ze ich nie widze. Wykorzystujac to zostawilem latarke wlaczona i udalo mi sie przespac pare godzin do 6. Do teraz mam paranoje i jak sie rozkladam to 5 razy sprawdzam czy nie ma mrowek ani pogryzionych lisci roslin w okolicy. Wczesniej juz raz mialem do czynienia z mrowkami byla to pierwsza noc tej wycieczki ale wtedy byly to takie male czerwone stworki z tym, ze agresywne bo gryzly. Przez to wbrew pozorom komary nie sa tu najgorsze jak na poczatku ocenialem. Dzis w nocy za to odkrylem kolejne zagrozenie.. to blakajace sie psy ktore sikaja mi na tropik:(. Ostatnie 2 dni mam juz zupelnie inny klimat niz na poczatku jest suche powietrze i zrobilo sie wietrznie. Namiot z rana nie jest wilgotny i udaje mi sie wyruszac przed 7. Wczoraj swoja droga zrobilem rekord 125km. Wjechalem tez do kolejnego stanu i zaczalem mijac na drodze dziwnych ludzi. Trafia sie ich 2-3 dziennie. Ida wzdluz drogi z calym swoim dobytkiem w reklamowce nie wiadomo gdzie. Ciekawszym przypadkiem byl jeden czarny przebrany za indianina ze spodniami oklejonymi plytami CD i wielkim rogiem, na ktorym chyba gral. Chcialem mu zrobic zdjecie ale sie schowal i mi sie nie udalo:(. Jezeli chodzi o moj wyglad to jak wczoraj spojrzalem w lustro to wygladam prawie jak dzikus:). Potwierdzieniem tego jest fakt, ze wczoraj nie kazano mi placic za obiad w restauracji:). Ciekawe sa tez znaki przy drodze opisujace odleglosc do Brasili. Przed wczoraj mijalem jeden, na ktorym bylo 1200 km po czym nastepnego dni po przejechaniu okolo 50 km zobaczylem kolejny z informacja, ze zostalo 1212 km. Dzis jak sprawdzilem w google maps mam jeszcze do pokonania 898 km.