Belem - Brasilia rowerem 1900 km

( 1 Vote ) 

Zostalo mi juz niecale 120 km do Brasili gdzie chce odpoczac pare dni a potem dalej kontynowac jazde rowerem do Sao Paulo, Montevide, Buenos Aires i az na samo poludnie do Ushuaia. Jazda rowerem sprawia mi duzo frajdy i az sie zastanawiam czemu wczesniej nie wpadlem na pomysl, zeby podrozowac w ten sposob. Za to ostatnie dni nie nalezaly dla mnie do latwych. 2 dni temu z rana obudzilem sie z katarem, a wieczorem popsul mi sie rower. Spojrzalem na mape i stwierdziem ze 10 km do najblizszego miasteczka moge go popchac. Po dotarciu na stacje benynowa w nocy probowalem wlasnymi silami sprawdzic co sie stalo(wygladalo na pekniete lozysko w tylnim kole) ale zlamalem klucz:(. Nastepnego dnia z rana postanowilem poszukac warsztatu gdzie naprawiaja rowery. Okazalo sie, ze jest w tym miasteczku 1. 

 

Zadowolony podreptalem do niego i sie okazalo, ze jest zamkniety ale wlasciciel skierowal mnie gdzie indziej gdzie tez naprawiaja rowery. To gdzie indziej to typowy warsztat samochodowy gdzie juz na wstepie niezbyt sie mna zainteresowali. Po czym popatrzyli chwilie i powiedzieli, ze nie maja czesci aby naprawic mi rower. Jak juz wczesniej pisalem droga tu wyglada tak, ze jest miasteczko okolo 30 km drogi i kolejne miasteczko. Tym razem do kolejnego miasteczka bylo 50 km. Nie majac innego wyjscia kupilem troche jedzenia kolejna 1.5l butelke wody i z zapasem 4.2 l ruszylem w droge. Tak sobie pchajac rower jedyna zaleta jego bylo to, ze z gorki dawalo sie na nim zjezdzac. Po drodze mialem nieciekawa sytuacje. Ide sobie i slysze zblizajacego sie tira. Obracam sie bo uslyszalem huk i widze kupe dymu lecacego mu spod kol. W momencie gdy mnie mijal jedna z opon sie urwala i przeleciala kolejne 20 m zanim sie zatrzymala. 
Ciekawy tez mialem nocleg 3 dni temu. Zatrzymalem sie przy stacji benzynowej. Ide do kibelka umyc zeby, a tam 2 speszonych kolesi na moj widok. Ja nie wiedzac o co chodzi wybralem akurat zlew przy jednym z nich. Oni tak na mni dziwnie patrza i zagaduja. Ja dopiero po chwili zauwazylem rozsypana na zlewie biala kreske proszku pewni koki. Pogadali chwile po czym sie uspokoili wciagneli kreche i poszli. Nie zdarzylem domyc do konca zebow, a z drugiej strony 2 zlewy dalej kolejny koles rozsypal sobie dzialke do wciagniecia. Pozniej juz bylo spokojniej bo tylko palili jointy jakies 5 m od mojego namiotu:). 
Z pozytywnych rzeczy to odkrylem ze w miesnym sprzedaja tez mleko nie pasteryzowane czyli smaczniejsze i duzo tansze bo po R$1.5 za litr. Dodatkowo najbardziej oplaca sie kupowac litrowa coca-cole w butelce zwrotnej i wypijac na miejscu wychodzi wtedy okolo R$2. Normalnie za ta sama cene sprzedaja butelki 290ml albo puszki 350 ml:). Maja tutaj tez smaczny napoj, ktory sie nazywa Kaut i w smaku jest bardzo podobny do polskiej oranzady.
Co do krajobrazow to zrobilo sie bardziej gorzyscie i mocno wieje. Do tego wczoraj GPS pokazywal mi wysokosc 920 m przez co w koncu mam w nocy warunki jak w polsce i nie poce sie juz tak bardzo:). Za to kapiel w zimnej wodzie na stacji nie jest juz taka przyjemna.