droga Ushuaia - Puerto Natales stopem

( 2 Votes ) 

Po zrobieniu, krotkiego trekingu i posidzeniu chwile w Ushuaia chcialem szybko ruszac na polnoc. Powody, ktore mna kierowaly to koncowka lata i coraz nizsze temperatury, a chcialem jeszcze pochodzic po gorkach jak to mozliwe. Kolejny moj cel do jakiego zmierzalem to park narodowy Torres del Paine, ktory znajduje sie niedaleko Puerto Natales. Tym razem juz nie mialem roweru, a zdecydowalem sie przemieszczac stopem. Z tego co widzialem w Punta Arenas to autobus na trasie Ushuaia -  Punta Arenas kosztowal $25000 CLP. Busik na trasie Ushuaia - Rio Grande $100 ARS. Stop za to byl za darmo. Glowny problem to niewielki ruch zwlaszcza po Chilijskiej stronie Ziemi Ognistej. Przejazd zajal mi 4 dni ale za to byl ciekawy:)

1 dzien

Strasznie leniwie sie zbieralem, tak ,ze ostatecznie na wylotowke z Ushuaia dotarlem dopiero o 18! Tam mnie policja wylegitymowala i moglem juz co lapac. Niecale 5 min i mialem auto do Tulhum miasteczka polozonego w polowie drogi miedzy Ushuaia, a Rio Grande. Dojechalem tam jak sie sciamnialo i udalem sie od razu do znanego mi lokum gdzie mozna bylo za darmo sie przespac 1 noc przy okazji poznajac ciekawych ludzi. Trafilem na polaka, ktory przejechal rowerem z Alaski w 11 miesiecy! 

2 dzien 

Majac wygodny nocleg nie spieszno bylo mi ruszyc dalej. Na droge wyszedlem dopiero po 12. Musialem troche poczekac bo trafilem w nie najlepsza pore. 12-14 to czas lunchu i niewiele sie dzieje w tym czasie. Ruch praktycznie zamiera i nie pozostalo mi nic innego jak wziasc rozmuwki hiszpanskie i sie troche pouczyc. Przed 15 zlapalem auto, ktore podwiozlo mnie do Rio Grande. Tutaj udalem sie na zakupy jedzeniowe ale potem musialem sie wydostac z centrum miasta. Do przejscia mialem okolo 8 km...  troche mi zajelo ale przynajmniej dlugo nie czekalem zanim zatrzymal sie kierowca jadacy do granicy. W aucie byl juz 2 stopowicz z Nowego Jorku. Chlopak wedlug mnie uprawial ciekawa forme stopa:). To znaczy na latwych wedlug mnie odcinkach do przejechania jezdzil autobusem, a na tych gdzie nie ma ruchu decydowal sie na stopa. Utknelismy na granicy na noc. Dopiero pozniej sie domyslilismy dlaczego nikt nie jechal w strone Chile. Powodem byl prom, ktory kursowal, do ktorejs tam godziny w wieczorem a do niego 180 km szutrem.. Czyli normalni ludzi nie chca sie tluc noca. Duzym plusem okazalo sie za to, ze na Argentynskiej granicy mieli poczekalnie. Za to jaka poczekalnie! Z grzejnikiem, kuchnia i wygodnymi drewnianymi lawami, ktore po polozeniu karimaty mogly sluzyc jakow calkiem wygodne lozko.

3 dzien

Od samego rana zaczepiamy wszystkich ludzi i szukamy kogokolwiek kto nas wywiezie do Chile. Troche nam zajelo ale w koncu zagadalismy parke. Dogadalismy sie aby podwiezli nas tylko na Chilijska strone granicy okolo 14 km. Na szczescie w miedzyczasie sie do nas przekonali i ostatecznie dojechalem z nimi do Punta Arenas. Na samym promie kupili nam nawet po hot dogu i puszcze fanty::). W Punta Arenas bylem zainteresowany glownie strefa bezclowa gdzie zrobilem zakupy jedzeniowe na treking. Troche czasu zeszlo i do wieczora udalo mi sie tylko wyjechac 15 km za miasto;.

4 dzien

Z rana zatrzymuje kierowce, ciezarowki z szambem. Na szczescie w srodku nie smierdzialo, a do tego mialem okazje udac sie na wyspe Riesco. Nie ma na niej nawet jednej wioski. Za to jest sporo estancji. Dodatkowo jest nowo budowana kopalnia miedzi, ktora byla celem mojego kierowcy. Oproznil tam wszystkie toi toi na budowie i wybralismy sie w droge powrotna. Ciekawe przerzycie zobaczyc jak powstaje kopalnia nigdy wczesniej nie mialem okazji zobaczyc plac budowy od srodka. Ostatecznie zostalem wysadzony 80 km od Puerto Natales. Pozostalo zlapac jeszcze jednego stopa i juz bylem na miejscu. Kierowca byl calkiem przyjazny i zaprosil mnie do siebie na nocleg przygotowujac do tego darmowa kolacje. Mowil tylko troche niewyraznie po hiszpansku ale jakos sie dogadywalismy. Fan UFO mowil, ze je widzial wiele razy wlasnie w tych okolicach.