Valdivia

( 1 Vote ) 

Valdivia calkiem przyjazne miasteczko w regionie XIV. Przyjechalem tutaj w zasadzie przypadkiem. Spodobala mi sie nazwa miasteczka, a chcialem tez cos zobaczyc w tym regionie zanim rusze bezposrednio do Santiago. W zasadzie spedzilem tutaj tylko pare godzin ale podobalo mi sie:). Miasteczko ma swoj urok i pare ciekawych rzeczy do zobaczenia(historyczne centrum, foki plywajace w rzece i wypoczywajace na przygotowanych platformach).

Zanim zajechalem do Valdavi wyladowalem dzien wczesniej w Osorno. Stopowalem z Bariloche w nienajlepszej pogodzie ale za to mialem sporo szczescia. Zanim sie zerwala ulewa siedzialem w samochodzie, ktory przewiozl mnie przez granice do pierwszego wiekszego miasta w Chile czyli Osorno. Po drodze mialem niesamowite widoki. Nie tylko gory i jeziorka ale to co sie dzieje z krajobrazem po erupcji wulkanu. Jakies 2-3 miesiace wczesniej uaktywnil sie w tej okolicy wylukan i caly obszar pokryl 30-40 centymetrowym pylem. Erupcja dziala sie po stronie Chilijskiej ale wiatr akurat wial w strone argentynska i wlasnie tam spowodowal on najwieksze zniszczenia. Wszystkie pobliskie jeziorka pelne ryb zostaly zanieczyszczone. Zbiory zniszczone, a glowne drogi przez jakis czas nieprzejezdne.

Samo Osorno przywitalo mnie deszczem i w zasadzie padalo caly czas. W koncu zdecydowalem sie, ze nie ma co czekac i poszedlem szukac miejsca gdzie sie moge rozbic. Zajelo mi to troche czasu tak ze po czesci juz bylem przemoczony a rozbijanie namiotu w deszczu tez nie bylo przyjemne. Jak to zawsze bywa jak sie polozylem 15 minut pozniej sie rozpogodzilo:(. Z rana zwinalem mokry namiot i poszedlem lapac stopa. Wczesniej w Chile szlo mi bardzo latwo ale tym razem szczescie mi nie dopisaywalo. Po 2 godzinach poddalem sie i poszedlem pozwiedzac miasteczko bo akurat byla ladna pogoda. 

Okazalo sie rowniez ze autobus do Valdivi byl w calkiem przystepnej cenie 2000$ CLP(4$ USD) tak, ze zamiast stopowac poszedlem na latwizne. Po dojechaniu do Valdivi okazalo sie, ze autobus do Santiago jest za 8000$ CLP. Po chwili zastanowienia stwierdzilem, ze nie ma co sie meczyc ten 1000 km stopujac bo zajmie mi to i tak 2 dni a przez ten czas wiecej mnie bedzie kosztowalo jedzenie. Tak wiec przyjechalem okolo 16, a 22:30 mialem autobus do Santiago i zostalo mi okolo 6 godzin na zwiedzanie.

Polazilem po centrum. Mozna tam znalesc jak w wiekszosci miast poludniowo amerykanskich glowny plac. Za to atrakcja byla rzeka, ktora otaczala w zasadzie cale centrum i wokol niej tetnilo zycie. Ladna promenada zaskoczyla mnie wylegujacymi sie fokami. Miale one spejalne platformy, na ktorych sobie lezaly. Mlode sie bawily. Za to starsze foki dobrane w pary wylegiwaly i raz po raz wydawaly tylko dla siebie zrozumiale dzwieki. Ciekawa za to byla sytuacja jak jedna para zabrala sie do kopulacji. Samiec jako duzo wiekszy polozyl sie na samicy i wygladalo ta jakby walec po niej przejezdzal:). Druga ciekawostka dla mnie byla spora ilosc wioslarzy poruszajacych sie po rzece. W zasadzie wydaje sie to miasteczko przyjazne na tyle, ze warto sie tutaj zatrzymac na dluzej. Do zobaczenia byl rowniez pobliski rezerwat przyrody, lodz podwodna przycumowana w porcie jak i pewnie pare innych rzeczy, ktorych nie zobaczylem.