La Serena - Diego de Almagro

( 2 Votes ) 

Po krotkim odcinku pokonanym ruta 5 krajobraz sie zmienil na calkowicie suchy. Dojechalem na pustynie! Jazda po niej motorem to jak spelnienie najskrytszych marzen. Zostajesz sam z szutrowa droga i piaskiem dookola. Wrazenie niesamote! Pokonalem przelecze na wysokosci ponad 4000 mnpm. Odkrylem pierwsze salary po stronie Chilijskiej. Zmierzylem sie z burza piaskowa i mrozem nie pozwalajacym mi jechac wiecej niz 15 km bez odpoczynku. Nieunikniona byla rowniez choroba wysokosciowa ale zyje i jade dalej:). Dokonalem rowniez calkiem samemu pierwszej wymiany oleju bo to juz 2500 km mam na liczniku:).

Poczatkowo do Vallenar przejechalem glowna ruta 5 bo na tym odcinku nie istniala alternatywna droga. Bynajmniej na mojej mapie. Calkiem spory ruch jest na tej drodze i ciagle bylem wyprzedzany bo jakos nie chce sie rozpedzac powyzej 70km/h bo robi sie wtedy za zimno :P do tego chce motor spokojnie dotrzec i nie testowac jego mozliwosci do przbiegu 3000 km.

Pare kilometrow za Vallenar skrecilem w szutrowa droge, ktora przez park narodowy Llanos de Challe doprowadzila mnie do wybrzeza. Odwiedzilem mala urocza rybacka osade gdzie jak to w takich wioskach nic sie nie dzialo. Za to mieli swietna miejscowke z widokiem na ocean gdzie sobie zrobilem obiad:). Jadac dalej na polnoc po raz pierwszy spotkalem piaskowe wydmy, na ktorych sie rozbilem z namiotem pod koniec dnia. Spokojny nocleg na wygodnym piasku z szumem fal w tle na srodku pustkowia:). Przed dojechaniem do Cadena odwiedzilem jeszcze Bahia Inglesa kurort wypoczynkowy otoczony plazami dookola. Niestety jest zima i ludzi praktycznie brak. 3 km dalej byla Cadena gdzie odbilem spowrotem w glab ladu. Zanim ruszylem kupilem na pchlim targu okulary przeciwsloneczne bo nie dalo sie wytrzymac z tym sloncem:). 

Od Cadena do Copiapo stolicy regionu 3 mialem dojechalem oczywiscie boczna droga zamiast asfaltem:). Nocleg znowu wypadl mi posrodku pustkowia na miekkim piasku:). Zanim zasnalem sprawdzilem jeszcze jak sie jezdzi bezposrednio po pustyni bo mijalem ludzi co blakali sie crossami. Niestety moj motor okazal sie niezdatny do jazdy po czystym piasku:(. Zbyt duze obciazenie nie pozwalalo mi jechac na innym biegu niz 1. 

Z Copiapo do Diego de Almagro wiedzie asfaltowa droga. Niestety ja wybralem opcje szutrowa przez co 100 km odcinek zajal mi 2.5 dnia i 400 km ale bylo warto! Zaraz po wjechaniu na szutr droga wiedzie wzdluz kanionu a po prawej mija sie znaki 500,1000,1500 mnpm itd. Przy drodze napotkac mozna ruiny miasteczek i.. kopalnie. Poza tym tylko piasek. Po 2500 mnpm pojawia sie mala osada gdzie na zielonym kawalku kanionu pasa sie konie i osiolki:). Po dojechaniu do 3000 mnpm zaczalem sie rozgladac nad noclegiem. Niestety bylem bardzo blisko duzej kopalni i postanowilem ja minac. W miedzyczasie zaczal zpadac zmrok i oczywiscie bylo coraz zimniej wraz z wysokosci. Rozbic sie nie bardzo bylo gdzie bo zaczal wiac silny wiatr i potrzebowalem od niego jakas oslone wiec jechalem dalej. 3500 mnpm minalem juz po ciemku. Kawalek dalej znalazem maly skrawek oslonietej ziemi przy drodze gdzie sie udalo rozbic. Zaledwie po 3 godzinach snu obudzila mnie choroba wysokosciowa i puscilem pawia przed namiot. Fartem zdazylem go otworzyc. Co do zimna to nie bylem na nie zbyt przygotowany. Spalem we wszystkim co mam i 3 parach cieplych skarpetek i jakos dalem rade. Nawet sie zdziwilem ze mi woda w namiocie nie zamarzla bo strumyk przed namiotem byl caly pokryty lodem.

Nastepnego dnia jechalem dalej i droga prowadzila dalej pod gorke.. Nie wiem ile dokladnie metrow miala przelecz ale bylo to ponad 4000(sprawdze pozniej i uaktualnie;)). Motor juz z rana jak go odpalalem nie palal zachwytem i co chwile gasl. Generalnie motory traca swoja moc wraz z wysokoscia i cisnieniem w powietrzu. Do samej przeleczy dojechalem glownie na 1 i 2. W pelni ubrany a i tak przemarzalem! Przez co zrobilem tylko szybkie zdjecie i jazda w dol. Jedzie sie kanionem. Obok ma sie zamarznieta rzeczke ale jedzie sie w dol do okolo 3300 mnpm. Gdzie zaczyna sie plaskowyz rowny jak stol. Zaraz przy drodze jest salar nie najwiekszy ale zawsze cos:). Zaraz przy nim 3 budynki, w ktorych miesci sie chilijska odprawa graniczna. Zaledwie jakies 110 km od wlasciwej granicy i przeleczy San Francisco. Caly przemarzniety podjechalem sie tam ogrzac.

Po okolo godzinie ruszylem dalej. Pod wiatr! Teraz juz wiem, ze ci co dojechali motorami do Ushuaia tez wycierpieli swoje:). Do tego wysokosc i motor nie chce jechac szybciej niz jakies 30 km/h na 3. Droga wiedzie wzdloz plaskowyzu gdzie jest plasko i nie ma nawet gdzie sie schronic. Po 15 km zauwazal pare skalek. Decyduje sie za nimi schronic i rozgrzac zesztywniale dlonie. W sloncu temperatura calkiem do zniesienia pewnie okolo 15 stopni. Wracam do jazdy i tu mnie napotyka burza piaskowa. Moze nie taka wielka jak pokazuja w filmach ale witar z piaskiem prosto w gebe nie jest przyjemny. Wloke sie tak przez kolejne 40 km nie rozpedzajac do wiecej niz 35 km/h. Docieram do 2 salaru tym razem wiekszego. Niestety jestem caly przemarzniety do tego burza piaskowa zaslania caly widok przez co go tylko mijam. Pod koniec plaskowyzu oczywiscie musze jechac najpierw na przelecz aby pozniej moc jechac w dol. Tym razem jednak nie bylo tak wysoko i mysl, ze juz za chwile bede jechal w dol jakos napawala mnie optymizmem.  W dol jedzie sie olbrzymim 50 km kanionem Domeyko jest on niesamowity w sam sobie. Jego przemierzenie to dodatkowo niesamowite widoki. Na koniec dnia mijam znak do goracych zrodel i postanawiam je odwiedzic. Woda niestety nei byla goraca ale dzieki temu nikogo tam nie bylo i moglem sie spokojnie rozbic:).

Kolejnego dnia jade troche naokolo przez El Salvador. Postanawiam odwiedzic to miasteczko bo ma smieszny uklad architektoniczny:). Poza tym jest tam najblizsza stacja benzynowa. Jak juz w koncu do niej dojezdzam tankuje do pelna. Weszlo 9.85 l w moj 10 litrowy bak! Czyli dojechalem na totalnych oparach:). Mialem jednak 5l baniaczek z zapasem przez co sie tym nie martwilem ale udalo mi sie zrobic 365 km na 1 baku. 

Od El Salvador do Diego de Almargo mam juz ladny rowny asfalt. Przelamuje bariere 2500 km na liczniku co daje 2000 km od ostatniej zmiany oleju. Wczesniej liczylem, ze do tego czasu spotkam sie z Matem chlopaczkiem z USA co tez jedzie w tym samym kierunku ale sie jakos rozmijamy. Mial mi on pokazac i wytlumaczyc podstawy naprawy i konserwacji motoru. Niestety musialem sie oprzec na moim totalnym braku doswiadczenia. Jedyna rzecz na ten temat wiedzialem to wspomnienie z dziecinstwa gdzie widzialem jak kiedys ojciec albo wujek juz sam nie pamietam wymienial olej w samochodzie lub motorze. Zajechalem na stacje kupilem olej 20W60 za 6800$ 1l. Obok mieli cos jak namiastka warsztatu czy garazu wazne,ze oslanialo od slonca. Poczekalem godzine az olej ocieknie z silnika i zabralem sie do roboty. Poszlo szybko i sprawnie mam tez nadzieje ze i dobrze:)