droga Diego de Almegro - Iquique

( 0 Votes ) 

 Droga ta biegla w wiekszosci wybrzezem. Wyjatkiem bylo odbicie do San Pedro de Atacama i powrot stamtad. Generalnie bylo caly czas sucho, a droga przy wybrzezu biegnie na skrawku ladu, do ktorego przylega pasmo gorskie przez co widoki sa niesamowite. Przejechalem przez park naturalny Pan de Azucar gdzie na pobliskiej wyspie zyja sobie pingwiny. Zwiedzilem opuszczone miasta gdzie w jednym z nich jeszcze w 1995 r bylo 4000 mieszkancow. A to wszystko przy relaksacyjnym dzwieku rozregulowanych zaworow w motorze.

 

Pierwsze miasteczko do jakiego dojechalem byl Chanaral. Niestety nie ma tu Unimarcu czyli najpopularniejszej sieci supermarketow w Chile. Za to jest stacja benzynowa gdzie zatankowalem do pelna i po zakupach w drozszym lokalnym markecie ruszylem dalej.

Niedaleko na polnoc zaczyna sie park narodowy, ktory tetni zyciem. Glowna atrakcja jest wysepka, na ktorej zadowmowily sie miedzy innymi pingwiny. Jest to o tyle unikalne, ze znajduje sie ona prawie na zwrotniku Koziorozca. W pobliskim miasteczku spotkalem rybakow wracajcych z polowu i mnostwo ptactwa. Niedaleko jest tez przepiekny punkt widokowy niestety nie da sie do niego dojechac i musialem skorzystac z nog i przespacerowac sie 2 km. Dotarlo do mnie, ze brak ruchu nie wplywa dobrze na moja kondycje;(.

 Kolejne miasteczko na drodze to Taltal. Rozczarowal mnie znowu brak Unimarcu. Supermarketu, ktory  zawsze byl w miasteczkach tej wielkosci.  Miasteczko istnieje dzieki pobliskim kopalniom i widac preznie sie rozwija w ostatnim czasie.

Po parudziesieciu kilometrach odbijam od wybrzeza i zaczynam jechac wzdluz pasma gorskiego rownolegle do brzegu. Jedzie wielka pustynna dolina otoczona 2 pasmami gorskimi i surowym klimatem gdzie nic nie chce zyc. W takim klimacie docieram do Ruta 5 i chwile pozniej do Antofagasta najwiekszego i najbogatszego miasta polnocnego Chile. Nie chce go jednak zwiedzac i zatrzymuje sie tylko zrobic zakupy w supermarkecie, benzyne i prysznic na stacji. Dodatkowo wypadl tez nocleg, ktory musialem szukac po ciemku ale szczesliwie znalazle na koncu asfaltowej drogi 10 km na poludnie od miasta. Ostatni nocleg w ciepelku bo znowu ruszam w kierunku gor.

Z rana juz bez zatrzymania przejezdzam przez Antofagasta i jade glowna droga w kierunku Calama. Zatrzymuje sie w polowie drogi na zwiedzenie opuszczonego miasteczka Chacabuco. Na tym odcinku drogi do lat 60 istnialo sporo miasteczek, po ktorych teraz zostaly juz tylko opuszczone domy czesto zamienione juz w ruiny. Przez okolo 100 km jest ich z 15. Najwieksze wedlug znakow informacyjnych mialo ponad 5000 mieszkancow. Po dotarciu do Calamy decyduje sie kontynuowac jazde az dojade do San Pedro de Atacama. Chce po ponad 2 tygodniach ciaglej jazdy zatrzymac sie i odpoczac przez pare dni od jazdy.

Po tygodniu opuszczam to unikalne pustynne miasteczko i kieruje sie znowu w strone wybrzeza. Tym razem jednak decyduje sie nie jechac asfaltem, tylko objechac salar de Atacama i  skorzystac z okreznej drogi utwardzanej sola. Tego typu drogi sa ostatnio moimi ulubionymi bo jest na nich niewielki ruch, a sa one na tyle dobre, e mozna spokojnie jechac 60-70 km/h. Dojezdzam tak do ruta 5, ktora przejezdzam pare kilometrow aby znowu z niej odbic i zaczac sie kieroac w strone wybrzeza.

Zaledwie 6 km od zjazdu napotyka mnie niespodzianka. Widze znak na monumento nacionala pedro de Valdivia. Mysle sobie moze cos ciekawego i mam nadzieje, ze nie beda kasowali za wstep. Tak jadac dojezdzam do miasteczka. Wjazd zabarykadowany to jade kawalek dalej ale patrze w kierunku budynkow, a tam zero zycia. Decyduje sie zawrocic i ominac barykady. Przed wjazdem witam mnie komunikat, ze miasteczko zostalo opuszczone w 1996 r. Krece sie tak po glownych i bocznych uliczkach. Obchodze parenascie domkow,az sie nudze bo sa prawie takie same. Decyduje sie poszukac glownego placu i szkoly oraz budynkow urzedowych:). Generalnie wszystko wyglada niesamowicie i pokryte jest okolo 5 centymetrowa warstwa pylu. Glowny plac , ktory pewnie w przeszlosci byl caly zielony obecnie otaczaja tylko uschniete drzewa. Obok stoi historyczny woz strazacki. Decyduje sie udac do szkoly. Zwiedzanie jest calkiem ciekawe. Znalesc mozna zostawione materialy i ksiazki. Prawie wszystkie sale sa otwarte na paru drzwiach umieszczone sa tylko kludki. Nastepnie kroki kieruje w miejsce sklepow i restauracji. Rozczarowny wielka kludka na drzwiach najciekawszego sklepu z dawna elektronika kieruje sie do kina. Udaje mi sie wejsc do srodka ale zawracam bo widze, ze ktos idzie. Okazuje sie, ze jest tu paru pracujacych ludzi przy malowaniu. Bardzo przyjazny czlowieczek, ktorego spotykam okazuje sie bylym mieszkancem i oprowadza mnie po okolicy. Pokazuje piekarnie, bank, kosciol, fabryke itd. Okazuje sie, ze co roku na poczatku czerwca odbywa sie tutaj festyn, a czesc budynkow jest odnawiana przed otwarciem miasteczka jako atrakcji turystycznej. Przed wyjazdem odkrywam, ze pobliska kopalnia dalej funkcjonuje i pracuja tam ludzie.

Jade dalej po 30 km dojezdzam do Maria Elena miasteczka gdzie zostali przeniesieni mieszkancy Pedro de Valdivia. Niestety trafiam na sjesta i nie udaje mi sie niczego kupic. Nie chce mi sie bezczynnie czekac i jade dalej. Niecale 100 km stad jest Tocopilla ostatnie miasto na mojej drodze do Iquique.

Tocopilla ma jakis festyn i glowne skrzyzowanie jest zamkniete. Znajduje jednak objazd, a chwile pozniej w koncu Unimarc:). Robie szybkie zakupy i szybkow wyjezdzam bo zaczyna sie sciemniac. Tocopilla jest miasteczkiem jak wszystkie inne przy wybrzezu upchniete pomiedzy oceanem a pobliskim pasmem gorskim. Plaskiej powierzchni jest niewiele wiec wszystkie te miasteczka sa podluzne.

Nastepnego dnia kontynuje jazde wzdluz pieknego wybrzeza. Ostatnie 200 km szybko mijaja i docieram w koncu do Iquique. Zanim jednak znalazlem hostel przyliczylem pierwsza stluczke. Zwalniam przed rondem, az tu nagle czuje bum i pchniecie do przodu. Facet z tylu nie dal rady wychamowac i wjechal mi w tylek. Na szczescie odbylo sie to przy malej predkosci i moj motor poza zadrapaniem blotnika nie zostal uszkodzony. Ochronilo mnie metalowe okucie, ktore mam do montowania bagazy. Samochod za to stracil prawy reflektor. Czyli motor vs samochod 1:0 ;). Stluczka nie z mojej winy to skasowalem 9000$ peso na naprawe szkod i rozjechalismy sie w zgodzie.