transekwador

( 1 Vote ) 

Ekwador przywital mnie deszczem i tragiczna blotnista droga. Niewiele tu przejechalem motorem bo szybko przesiadlem sie do autobusu aby na czas dotrzec do Coca gdzie czekali juz na mnie znajomi i nastepnego dnia udalismy sie do granicznego miasteczka Nuevo Rocafuerte. Lacznie bylem w Ekwadorze okolo tygodnia ale zostawilem tam moj motor, ktory czeka az po niego wroce.

 

Jeszcze tego samego dnia po przekroczeniu granicy rozpetala sie ulewa. Na szczescie dogadalem sie , zeby rozbic namiot pod dachem i dzieki czemu wszystko mialem suche z rana. Nastepnego dnia nie bylo lepiej przyszlo mi jechac w blocie do tego szczescie mi nie sprzyjalo. Najpierw wkrecila mi sie folia w tylnie kolo i musialem je zdejmowac w samo poludnie podczas najsilniejszego slonca. Chwile pozniej zlapalem gume i prawie zaliczylem pierwsza glebe. Okazalo sie, ze mam dziure przy wentylu i detka do wyrzucenia. Wiekszosc dnia przyszlo mi jechac w deszczu. Byly tez jednak pozytywne elementy. Paliwo 1.5$ za galon. Waluta to dolar co duzo ulatwia. Widoki byly oczywiscie bardzo ladne.

Kolejnego dnia dojechalem do Vilcabamba gdzie zaczal sie asfalt i regularne polaczenia autobusowe. Zostawilem motor i przeznastepne 20 h jechalem autobusami az dotarlem do Coca. W koncu znajome twarze. Ludzie, ktorych spotkalem wczesniej i spedzilem z nimi troche czasu. Podczas dluzszej podrozy gdzie wiekszosc znajomosci nie trwa dluzej niz kilka dni to przyjazna odmiana. Okazalo sie, ze nadal nie maja lodki ale jest jedna do kupienia w Nueva Rocafuerte gdzie mamy sie udac nastepnego dnia z rana.