w drodze do Kolumbi

( 0 Votes ) 

Po opuszczeniu Quito ruszylem w strone granicy z Kolumbia. Do pokonania mialem okolo 250 km i chcialem sie zatrzymac w Otavalo na slynnym sobotnim targowisku. Plan zrealizowany ale nie bylo latwo. Po drodze zlapalem kolejna juz 3 gume w Ekwadorze.. co gorsza podczas zjazdy z gorki przy sporej predkosci. Po raz kolejny wzbudzilem wspolczucie lokalnej spolecznosci swoim wygladem i tym co jem.

Po 8 dniach przyszlo mi opuscic Quito. Zanim sie zebralem w Hostelu chciano mnie przyciac na kase. Najpierw wyliczono mi 9 noclegow. Zaczalem sie klocic i okazalo sie, ze dnia ktorego przyjechalem podano mi date o 1 dzien wczesniejsza, ktora wpisalem na druku.. Pozniej juz bardziej podstepnie nacinaja na zaplacenie podatku. W ogolnym cenniku jest napisane piwo za 1.4$, a oni sprzedaja po 1.5$ co przyjalem, ze znaczy 1.4$ + 15% podatku tak samo z innymi produktami. W efekcie wygladalo to tak, ze mozna bylo placic od razu wlasciwa cene albo zaznaczac na kartce co sie bralo. Problem w tym, ze jak sie zaznaczylo na kartce to na koniec wszystko jest obciazane dodatkowymi 15% podatku.. Oczywiscie jak sie nie zwroci uwagi jak co jest przez nich wyliczane to latwo przeplacic. Tyle, ze oni licza tak strasznie wolno, ze w trakcie oczekiwania mozna samemu przeliczyc ile powinno wyjsc i czekac na to czy policza wlasciwie.

Po drodze chcialem odwiedzic po raz drugi muzeum na rowniku ale okazalo sie, ze wyjechalem inna droga z Quito i juz do niego nie trafilem.. Postanowilem nie zawracac i jechac dalej. Wsluchiwalem sie przy tym w ciagle postukiwanie w motorze, ktore sie pojawialo podczas przyspieszania.. Bylo ono wiecej niz niepokojace. Po drodze oczywiscie troszke popadalo ale nie bylo zle. W taki tez sposob przejechalem jakies 90 km i na 10 km przed Otavalo zlapalem gume w przednim kole. Stalo sie to podczas zjazdu z gorki. Nagle poczulem, ze trace sterownosc. Chcialem hamowac ale to grozilo upadkiem bo juz jechalem zygzakiem. Na szczescie silnik w miedzyczasie zgasl i po jakis 200 m walki o utrzymanie rownowagi zatrzymalem sie. Stalo sie to akurat przed zjazdem na punkt widokowy gdzie mialem cien i parking, zeby zajac sie wymiana detki. Tak, tez zeszlo mi ze 4 godziny podczas, ktorych 3 razy przekladalem detke w oponie bo za kazdym razem po jej zamontowaniu mialem wrazenie, ze ucieka powietrze. Nie moglem w to uwierzyc bo mialem do dyspozycji wode, w ktorej sprawdzalem czy powietrze z zaklejonej detki nie ucieka. Fakt jednak byl taki, ze nie moglem odpowiednio napompowac opony. Nawet lokalna kobieta mi w tym pomagala ale nie odnieslismy skucesu. Tuz przed zmrokiem poszedlem w poszukiwaniu wulkanizatora. Nachodzilem sie troche ale przy pomocy lokalnego przewodnika, trafilem do domu faceta, ktory swiadczyl wlasciwe uslugi. Co prawda piatek wieczor zaklad zamkniety ale tutaj nikt nie jest formalista:). Facet przetestowal obie przyniesione detki i okazalo sie, ze sa one ok! Wniosek byl tylko jeden.. pompka mi nawalila:(. Gdy wrocilem do motoru byla juz noc ale zagadana kobiecina pozwolila mi sie przespac w czesci jej domu, ktory obecnie nie byl uzywany.

Kolejnego dnia dojechalem do Otavalo. Zwiedzilem tragowisko, po ktorym krecilo sie sporo kobiet w loklanych strojach. Roznia sie on tym od Boliwijskich i Peruwianskich, ze koszula jest biala, a reszta w wiekszosci czarna. Czyli ogolnie sa mniej kolorowe. Bynajmniej kupilem pocztowke, ktora zdazylem zgubic zanim ja wyslalem:(. Rzodkiewki, ktore sa moim przysmakiem oraz udalem sie w poszukiwanie nowej pompki. Trafilem w ten sposob do przyjaznego warsztatu  motorowego. Okazalo sie, ze stukanie w motorze to brudny filtr powietrza i zle ustawiona mieszanka paliwo/powietrze. Generalnie za 20$ dostalem pompke, detke, olej plus wymieniono mi lancuch, wyregulowano gaznik, wymieniono olej oraz naprawiono polaczenie z bezpiecznikiem  przez co znowu moge korzystac z elektrycznego rozrusznika:). Ruszylem w kierunku granicy jak na nowej maszynie:).

Po drodze zatrzymalem sie na obiad. Poczulem sie, ze wracam do starych dobrych czasow gdy wzbudzam litosc u lokalsow:). Jako wielki fan ziemniakow wypatrzylem swoj przysmak. Wlasciwie ugotowane i pozostawione w lupinkach:). Zamowilem porcje za 1$. Usiadlem przy stoliku pomiedzy lokalasami. Wszyscy zaczeli sie dookola na mnie gapic jak to siedze z talerzem pelnym samych ziemniakow. Obsluga restauracji nie wiedziala co mi podac i przyniosla.. lyzke, sol i ostry sos. Do tego moj wyglad tez pozostawia wiele do zyczenia:). Spodenki po czesci podarte i cale brudne od noszenia kola i wymiany detki. Koszulka, ktora mam od czasu Brazyli, a gdzie ja dostalem w podarunku po tym jak tamtejszy lokals zobaczyl mnie jezdzacego w podartej sztuce.  Posiada ona juz taki dekolt, ze nie jedna kobieta chciala by ja nosic aby uwydatnic swoje piersi. Dalej do zestawu mialem kurtke chinskiej prodkucji zakupiona w Argentynie za 10$ i posiadajaca juz liczne slady zuzycia.. Na koniec mialem na sobie dziurawe buty i dziurawe skarpetki(ale tego juz nie bylo widac;)). Nie wiem czy dodatkowy efekt wywolala moja od 4 miesiecy nie golona broda:). W taki oto sposob skupilem wzrok wszystkich z lokalu, a jedna z kobiet podarowala mi reszte coca-coli co miala w butelce i chciala oddac mieso ale za to drugi juz podziekowalem. Najlepsze jest to, ze ja naprawde uwielbiam zjesc poprostu ugotowane ziemniaki z sola co jest dla mnie przysmakiem i nie potrzebuje takiego zestawu obiadowego o nic ulepszac:).

Pod wieczor dojechalem do granicznego miasteczka Tulcan gdzie zdecydowalm sie zatrzymac w hotelu i wyspac sie na bogato czyli za 8$. Zrobilem sobie wieczorny spacerek po miasteczku. Podczas, ktorego odkrylem wielka papierowa choinke(wersja niskobudzetowa):) jak i lokalna odmiane ruletki. 

Natepnego dnia ruszylem  w strone granicy, do ktorej mialem 10 km. W trakcie odczekiwania do odprawy zostalem przepytany przez ankieterke o moje doswiadczenia odnosnie Ekwadoru i dostalem na pozegnanie opaske z kolorowym logo. O samo logo zostalem zapytany czy mi sie podoba i czy je kojarze. Natomiast ja je widzialem pierwszy raz w zyciu, czyli jakakolwiek akcje marketingowa maja aby je rozpowszechnic do mnie nie dotarlo.