Wybrzeze Morza Karaibskiego

( 1 Vote ) 

Z Medellin udalem sie w strone wybrzeza do Cartageny najbardziej turystycznego miejsca w Kolumbi. Co gorsza 1 stycznia co okazalo sie dla mnie sporym przeklenstwem. Po 2 dniach udalem sie do Barranquilla gdzie zabralem sie za szukanie kontenerowca co by mnie przywiozl do Eurpy. Po tygodniu jednak odpuscilem bo panujacy tam upal zniechecal mnie do nadmiernej aktywnosci. Udalem sie dalej do Santa Marta kolejngo nadmorskiego miasteczka tlumnie odwiedzanego przez turystow. Ostatecznie po paru dniach przyszlo mi ruszyc dalej w strone granicy z Wenezuela.

Po opuszczeniu Medellin pozostal mi 1 dzien jazdy po gorach gdzie jest chlodno milo i przyjemnie. Po czym zjechalem na rownine gdzie zaczely sie upaly. Zatrzymanie sie na dluzej niz 2 minuty oznaczelo spocenie sie. Nocleg w namiocie to meczarnia i pogryzienie przez komary. Generlnie szybko zatesknilem za gorami.

Dojechalem do Cartagena 1 stycznia i okazalo sie to nie najlepszym terminem. Bo to sam szczyt sezonu w super turystycznym miejscu. Co oznacza kupe kasy za nocleg jak sie nie ma rezerwacji:(. Zaparkowalem motor obszedlem iles hosteli i jedynce co znalazlem to za 40000 peso i to tylko na 1 noc. Honor nie pozwala mi tyle placic za nocleg. Pozostalo zwinac sie z miasta wyjechac jakies 30 km i znalezienie noclegu w hotelu przy stacji za 22000 z klima:). Kolejnego dnia powrot do Cartageny i zwiedzanie. Bardzo ladne stare miasto. Przeludnione plaze i goraca woda w morzu. Tanich noclegow nadal brak. Udalo mi sie za to dogadac, zebym sie rozbil na parkingu:). Czyli nocleg w samym centrum starego miasta za friko. Za to komary gratis:(. 

Nie majac wielkiego wyboru kolejnego dnia opuszczam Cartagene i jade do Barranquilla gdzie dostalem cynk, ze jest spory port i duzo statkow kontenerowcow. W miedzyczasie ruszajac na wschod zapadla automatycznie dla mnie decyzja, ze nie bede sie wybieral do Panamy i kontynuowal jazdy na Alaske. Oznacza to, ze zaczynam szukac transportu do domu. 

W Barranquilla okazuje sie, ze port jest spory troche wielkich statkow tez tam mozna znalesc. Gorzej z dostepem do nich. Po paru probach kontaktow przez agentow i odmow dochodze do wniosku, ze raczej ciezko bedzie cokolwiek znalesc. Tymbardziej za darmo. Natomiast czekania i dalsze szukanie to koszta:(. Co moze nie byloby az taka zla opcja gdyby nie to, ze jest to wybrzeze Morza Karaibskiego gdzie jest tragicznie goraca, a dla kogos takiego jak ja co nie lubi siedziec na plazy poprostu codzienne meki. Swoja droga dziwie sie ludziom co sa w stanie zaplacic majatek aby tu przyleciec i umierac na plazy w upalach.

Wlasciciel hostelu, w ktorym sie zatrzymalem okazal sie bardzo przyjazny. Oferowal nawet, ze kupi ode mnie motor tyle,ze obecnie nie ma kasy i moze mi dac tylko 300$. Po tygodniu bezskutecznych poszukiwan transportu morskiego i przeszukania internetu. Dowiedzialem sie, ze kontenerowce w obecnych czasach bardzo niechetnie zabieraja pasazerow albo kaza im sporo placic. Natomiast jachty, ktore z checia sa nawet przyjac kogos na poklad maja dopiero sezon w kwietniu-maju na plywanie w kierunku Europy. Obecnie(styczen) wiatr wieje w zla strone, a 4 miesiace czekania bez pewnosci powodzenia to dla mnie za duzo. 

Pozostalo mi szukanie samolotu. Z tym nie jest tak latwo bo wiekszosc lini nie sprzedaje tanio biletow w 1 strone albo sa one drozsze niz zwykly powrotny. Pozostaja jedynie linie Condor, ktore sa pod tym wzgledem wyjatkiem. Problem tylko w tym, ze one lataja do Kolumbi ale w jedna strone mozna kupic tylko na bilet Europa-Kolumbia. Najtansza opcja to przelot Panama-Europa za 360 euro. Ale trzeba jakos dostac sie do Panama City, a droga laczac Kolumbie z Panama nie istnieje. Mozna tylko przeleciec samolotem lub przeplynac statkiem. Co genereuje oczywiscie kolejne koszta i pozostawia pytanie dlaczego bedac juz w Panamie mialbym wracac, a nie kontynuowac podrozy.

W miedzyczasie odkrywam jednak promocje w Wenezuelskich liniach CONVIANSA. Mozna u nich kupic bilet z Bogoty do Madrytu za okolo 600$ co jest bardzo dobra oferta. Szukam dalej i widze ze ceny mi wyskakuja w Wenezuelskiej walucie, ktora jest oczywiscie lewa. Oficjalny kurs to 4.3 boliviara za dolara natomiast nieoficjalny to 16. Co podsunelo mi pomysl dlaczego nie pojechac do Wenezueli i sobie biletu z Caracas, placac boliviarami wymienionymi na czarnym rynku po kursie 16:1 co w efekcie sprawi, ze bilet bedzie kosztowal mniej niz 200$ :),

Pozostaje jednak dalej problem z motorem. Jak wjade do Wenezueli to tez ciezko bedzie go sprzedac za prawdziwe pieniadze, czyli dolary zamiast niewymienialne boliviary z ktorymi nie mialbym co zrobic. Postanawiam jechac do Santa Marta i tam sprobowac opchnac motor za wymienialne Kolumbijskie peso. Pomaga mi w tym wlasciciel hostelu ale niestety okazuje sie, ze handlarz motorami, ktory bylby zainteresowany kupnem akurat wyjechal na tydzien do Cartageny. Nie chcac tracic czasu postanawiam ruszyc do Wenezueli kupic bilet z terminem wylotu za jakies 2 tygodnie i przez ten czas uplynnic jakos motor...

Santa Marta jest juz przyjemniejszym miejscem, gdzie w okolicach jest sporo atrakcji turystycznych.. Gdzie za 3 dniowy wypad do parku Taurona gringo sa w stanie zaplacic wiecej niz ja chce za swoj motor, na ktorego nie ma na razie chetnych. W miedzyczasie jade zobaczyc Minca miasteczko w gorach. Niestety 3 dni wczesniej wygasa mi ubezpieczenie na Kolumbie, a moje roczne Chilijskie gdzies zgubilem:(. Policja mnie zatrzymuje wypytuje o dokumenty i zmusza do zaplacenia 25$ lapowki:(.

W koncu ruszam w kierunku granicy z Wenezuela. Zaskoczeniem jest dla mnie suchy wrecz pustynny teren. Do tego juz jakies 150 km od granicy pojawiajac sie handlarze oferujacy za mniej niz polowe oficjalnej ceny benzyne przemycona z Wenezueli:)