Transperu

( 0 Votes ) 

Bedac jeszcze w La Paz dostalem od znajomego maila, ze chca kupic lodke i splynac Amazonka od Ekwadoru do Manaus. Pomyslalem czemu by do nich nie dolaczyc i rozszrzyc moja rowerowo-motorowa podroz o rzeczne doswiadczenia. Problem w tym, ze z La Paz do Coca w Ekwadorze mialem okolo 4000 km do przejechania w okolo 2 tygodnie. Oznaczalo to jedno, ze  musze zaczac jezdzic od rana do wieczora aby wyrobic sie z czasem.

Peru z poludnia na polnoc mozna w zasadzie przejechac 2 drogami. Jedna wiedzie wzdluz wybrzeza i jest cala pokryta asfaltem. Druga alternatywa to droga biegnaca wzdloz And. Nie lubie wybierac najlatwiejszego rozwiazania przez co zdecydowalem sie na jechac w gorach. Jak sie pozniej przekonalem wiekszosc motocyklistow wybiera ta latwiejsza opcje.. Jak w okolicach Cusco mijalo mnie srednio 5 osob na motorach dziennie tak pozniej nie widywalem juz nikogo.. 

Sama droga jest bardzo malownicza i ma jedna podstawowa charakterystyke. Zjezdza sie do poziomu 1000 mnpm by przekroczyc rzeke na dnie kaniony po czym po podjezdza sie w okolicy 4000 mnpm. Jest tak okolo 5-6 razy na odcinku od Abancay do Ayacucho. Dzieki temu ma sie tez przecudowne widoki:). 

Niestety niedaleko za Abancay konczy sie asfalt, a wiekszosc drogi jest w trakcie budowy. Co przy tym gorzystym krajobrazie oznacza brak alternatywy do objazdu, a droga zostaje zamknieta na wiekszosc dnia. Samochody sa przepuszczane w godzinnych okienkach o 9, 13 i 17 co oznacza sporo czekania. Normalnie bym sie tym nie martwil ale tym razem akurat mi sie spieszylo a tempo 70 km dziennie nie bylo zadawalajace. Nie mialem wyjscia i zdecydowalem sie z Huancayo pojechac w kierunku Limy i dalej kontynuowac jazde wybrzezem. Na okolo 80 km przed Lima do pokonania jest przelecz na wysokosci okolo 4800 mnpm. Przyszlo mi ja pokonywac w nocy i sniegu ale motywowany faktem, ze juz niedlugo bede na cieplym wybrzezu jakos to znioslem:). 

Wbrew moim oczekiwaniom polnocna czesc peruwianskiej panamericany okazala sie calkiem ciekawa. W przewazajcej czesci jest to piaszczysta pustynia na ktorej rozlewaja sie obrzeza Limy. Pozytywny wplyw ma tez bliskosc oceanu przez co powietrze jest chlodniejsze i nie jest tak goraco. Nabralem tepa i przejechalem 500 km w ciagu jednego dnia. Kolejnego z rana podczas standardowego przegladu motoru odkrylem ze 16 z 40 szprych w tylnim kole jest polamane. Niewiele brakowalo a moglbym zginac na drodze gdybym kontynuowal jazd i stracil jeszcze pare kolejnych sztuk. Z rana udalem sie do najblizszego miasteczka gdzie wycentrowano mi felge i wymienione szprychy za 3$:). 

Od Chiclayo zdecydowalem sie skierowac spowrotem w strone gor i przekraczac granice z Ekwadorem w niezbyt popularnym miejscu. Wraz z wysokoscia pokazala sie zielen oraz pora deszczowa dla o sobie znac.. Zatrzymalem sie na nocleg w przydroznej restauracji u bardzo przyjaznych ludzi. Przesiedzialem tam do popludnia nastepnego dnia i w ciagu calego tego czasu zatrzymal sie tylko 1 klient cos zjesc. Za to doswiadczylem Peruwianskiej goscinnosci i pierwsze doswiadczenie z faktem, ze w Peru lokalni ludzie zawsze chca wszystko od ciebie kupic. Z tym, ze ich ciekawosc sie konczy na poznaniu ceny i zdziwieniem, ze gringo nie chca sprzedawac za poldarmo tego co maja.

Po dotarciu do granicy doswiadczylem ciekawego pradoksu. Pogranicznicy aby odprawic motor potrzebuja ksera paszportu, prawo jazdu i dowodu wlasnosci motoru. Problem w tym, ze oni sami nie maja ksera.. O ile po Peruwianskiej stronie jest male miasteczko gdzie jest 1 kseru nie ma z tym wiekszego problemu. Parodia jest za to fakt, ze po Ekwadorskiej stronie wymagaja skserowania tych samych dokumentow, a tam juz ksera nie ma:(. Trzeba sie przespacerowac spowrotem do Peru po skserowanie dokumentow..

Lacznie zeszlo mi 12 dni w Peru doswiadczenia z tego przejazdu mam bardzo pozytywne i zupelnie odmienne od tego co sie nasluchalem od innych turystow. Moze to efekt nie zatrzymywania sie w turystycznych miejscach..