Iquitos

( 0 Votes ) 

Iquitos to szalone odizolowane miasto polozone w srodku amazanskiej dzungli. Dostac sie tutaj mozna tylko samolotem lub statkiem. To pol milionowe miasto jest drugim najczesciej odwiedzanym miejscem w Peru przez turystow. Zaskakujace jest jednak to, ze nie jest ono samo w sobie szczegolnie ciekawe.. Po 2-3 dniach ma sie go zupelnie dosyc i jak najszybciej chce sie je opuscic jezeli nie jest sie fanem tropikalnego klimatu. Temperatura rzadko tu spada ponizej 30 stopni a wilgotnosc jest wysoka.

Po doplynieciu do Iquitos liczylismy, ze wszystko pojdzie szybko i sprawnie. Sprzedamy lodke i kazdy ruszy dalej w swoja strone. Okazalo sie, ze miasto to mimo swojego polozenia na brzegu amazonki nie jest z nia szczegolnie polaczone. Jedyny port Nanay gdzie znajduja sie mniejsze lodki podobne do naszej, nie jest zbyt wielki. Zaintersowanie tez jest niewielkie..

Poczatkowo zostawilismy lodke po 2 stronie rzeki Nanay i ruszylismy w poszukiwaniu bankumatu i sprawdzeniu czy karty, ktore ocalaly zadzialaja. Przy okazji nie znajac lokalnych cen przeplacilismy za mototaxi oraz za przeprawe na 2 strone do portu Nanay. Po dotarciu na plaza de Armas zaczepil nas brytyjczyk z historia, ze zostal napadniety i okradziony. Oczywiscie prosil o pomoc i pokazywal zlamany palec. Dostal 5 soli wsparcia i ku naszemu zdziwieniu zamiast ruszyc po cos do jedzenia zaczal zaczepiac innych gringo i tez ich naciagac na kase.. Pare dni pozniej okazalo sie, ze jest to znany w miescie naciagacz uzalezniony od narkotykow..

Karte debetowa mam czesciowa nadpalona i powykszywiana ale udaje sie ja wcisnac do bankomatu.. chwila cierpliwosci.. i jest DZIALA! Matt testuje swoja duzo bardziej spalona w sasiednim bankomacie ale nie daje rady jej nawet wcisnac. Postanawia ja obciac o jakas jedna trzecia. Wklada ponownie i bankomat automatycznie wyswietla komunikat OUT OF SERVICE. Chwile pozniej znajdujemy hostel z basenem i miejscem na motory:). Wracamy do portu i zaczynamy rozladunek. Schodzi nam do wieczora. Okazuje sie ze chlopaki pogubili czesci od swoich motorow i sa zmuszeni zostawic je do przechowania.

Iquitos zaskakuje glownie swoim zwariowanym chaotycznym ruchem ulicznym. Samochody sa tutaj wyjatkowa rzadkoscia, a za 98% ruchu odpowiadaja motory i mototaxi. Zasady ruchu drogowego sa srednio przestrzegane wyjatek stanowia sygnalizacje swietlne, ktore ustawione sa na szybkie zmiany przez co nie trzeba na nie dlugo czekac i nie wyczerpuja one cierpliwosci kierowcow. Co do bezpieczenstwa to nikt nie uzywa tutaj kaskow.. Samo miasto zyje wlasnym zyciem. Warta zobaczenia jest tez dzielnica Belem z domami stojacymi na wysokich palach, ktore sa przez wiekszosc roku w wodzie.

Dni w Iquitos mijaly powolnie i nic ciekawego sie specjalnie nie dzialo. Powaznych ofert kupna lodki tez nie bylo, a za kazdy dzien postoju w porcie bylismy kasowani s./5 :(.  Po paru dniach przenieslismy sie do tanszego hostelu casa Samanta s./10(ulica nauta 787) za noc i wyjatkowo przyjazny wlasciciel. Minusem jest niski standard ale jak komus to nie przeszkadza to spedzi tam przyjemnie czas.

Pewnego dnia udalismy sie do jungli w celu sprobowania Hayalaski. Lekarstwa powszechnie uzywanego w jungli, ktore moim zdaniem jest po czesci tez narkotykiem. Ma on dzialanie oczyszczajace i pozwala na duchowe odczuwanie energi przeplywajacej miedzy ludzmi. Dokladniej nie opisze bo nie probowalem. Cale impreza z piciem hayalaski odbywa sie pod okiem szamana, ktory kontroluje przeplyw unoszacej sie energi.. Cala ta zabawa nie nalezy tez do tanich i ceny sie zaczynaja od 20$ do 100$ i wiecej dolarow za jedna ceremonie. Zalecany jest jednak cykl 2 tygodniowy z okolo 7 ceremoniami aby w pelni odczuc dzialanie. Wymagana jest tez dieta pare dni przed wypiciem Hayakaski i pare dni po.

Szamanke Otylie, ktora odwiedzilismy w celu spozycia Hayalaski przez Viniego i Eliego(poznany chlopak pochodzenia amerykansko-izraelskiego) znajduje sie 20 minut wglab dzungli 50km od Iquitos. Cena za ceremonie to s./150 w cenie jest nocleg, sniadanie, hayalaska. Osobiscie uczestniczylem w ceremoni jako widz. Trwa ona okolo 4 godzin i zaczyna sie po zachodzie slonca. Kazdy po kolei wypija jakies 100 ml Hayalaski. Po 30 minutach czesc osob zaczyna wymiotowac jak i biegac do toalety w celu oproznienia sie. Zaczyna sie tez spiewanie piosenek w rytm odgrywanej przez szamanke muzyki.Po godzinie wszyscy leza na podlodze i wygladaja jakby byli w swoim wlasnym swiecie. Tak tez juz oni spoczywaja do konca ceremoni a czesc nawet i do rana spiac na podlodze. Niestety nie moge nic napisac o przezyciach wewnetrznych zwiazanych z Hayalaska z rozmow ze znajomymi to odczucia  mieli oni mieszane ale w wiekszosci pozytywne.

Oczywiscie samo dotarcie do Otyli w celu odbycia Hayalaski nie odbylo sie bez przygod. Pierwszego dnia gdy ruszylismy na autobus, ktory mial nas dowiesc do 50 km drogi Iquitos-Nauta okazalo sie, ze jest strajk kierowcow i zablokowali oni droge. Kolejnego dnia jak juz dojechalismy na ten nieszczesliwy 50 km nie moglismy znalesc wlasciwej drogi do chatki Otyli i gdy juz do niej dotarlismy okazalo sie, ze wyjechala ona tego dnia do Iquitos. W zwiazku z czym udalismy sie do znajdujacej sie niedaleko spolecznosci Rainbow. Jest to grupa wspolczesnych hipisow, ktorzy postanowili zamieszkac w dzungli. Chlopak z Francji kupil spory skrawek ziemi jakies 45 min od drogi i ludzie go odwiedzajacy czesto tam zostaja na dluzej odpoczywajac od cywilizacji.. My jednak zatrzymalismy sie tam tylko na 1 noc i musze przyznac, ze jest to bardzo przyjazne miejsce.

Po powrocie do Iquitos kolejne dni mijaly leniwie w lokalnym upale. Matt zdazyl wrocic z 10 dniowego wypadu do Columbi gdzie spotykal sie ze znajoma, ktora przy okazji przywiozla mu zakupiony w miedzyczasie przeze mnie nowy aparaty z amazona. Lodka nadal czekala w porcie, a my liczylismy na dobra impreze hallowinowa. Ostatecznie przetoczylismy sie przez wiele imprezowni i tylko my bylismy przebrani...

Z czasem zapadla tez decyzja, ze ruszamy dalej lodka do Nauty zrezygnowani brakiem zainteresowania i powaznych ofert w Iquitos. Wywiesilismy rowniez sporo ogloszen skierowanych do obcokrajowcow przebywajacych w miescie i chcacy przezyc przygode podobna do nas. Zainteresowania niestety brak. Spakowalismy sie i po 3 tygodniach znowu wyplynelismy na Amazonke.