peruwianska bieda w dzungli i polityka 1 sola

( 0 Votes ) 

Peru uznawane jest za jeden z najbiedniejszych krajow ameryki poludniowej. Czy tak jest naprawde? Ludzie niewiele tu maja. W drewnianych domkach brakuje wszystkiego, a w srodku jest tylko telewizor(gdy jest w miasteczku elektrycznosc). Za to pracuje sie tu niewiele i leniwie powszechnie okreslane slowem "tranquilo". Malo kto pracuje tu wiecej niz 4 godziny dziennie, a nawet to ciezko nazwac praca bo jest to zazwyczaj siedzenie i wyczekiwanie na klienta przed domem. Kazdy jakos zarobi na miske ryzu,a podatek placi zaledwie 20% mieszkancow tego kraju.Do prowadzenia najprostszych dzialalnosci nie potrzeba uprawnien. Bynajmniej tak wyglada rzeczywistosc w peruwianskim obszarze amazonki.

Podstawa kazdego biznesu jest aby miec cos na sprzedaz. Cena zawsze jest taka sama 1 sol. Nie ma znaczenia czy sa to warzywa, owoce, slodycze, kanapki czy napoje. Wystarczy tylko odpowiednio dopasowac wielkosc porcji. Jak juz sie ma jakis produkt to wystarczy stanac na ulicy i sprzedawac. Na standardowe pytanie ile cos kosztuje dostaje sie odpowiedz np 6 banaow za sol lub widac juz produkty poukladane w kupki o wartosci 1 sola.

Standardowy dzien malym miasteczku wyglada nastepujaco:

1. Dzien sie zaczyna wczesnie wraz ze wschodem slonca i wtedy sprzedaje sie glownie pieczywo.

2. W godzinach porannych zaczyna sie sprzedaz kanapek, jogurtow wlasnej produkcji i ryzu z jajkiem.

3. Przed poludniem w okolicach 10 zaczyna sie sprzedaz Ceviche, a zwijane sa stoiska z kanapkami i jogurtem.

4. W okolicach poludnia powoli konczy sie sprzedaz na targowisku i zwijane sa stragany sprzedajace ryz z jajkiem lub kawalkiem kurczaka.

5. Od godziny okolo 13 do popludnia gdy temperatura spadnie zanika wszelka sprzedaz i ludzie znikaja z ulic.

6. Wieczorem wraz z zachodem slonca ulice ponownie ozywaja. W tym czasie sprzedaje sie glownie dania z grila(ryba lub kurczak) z kawalkiem juki lub 1 ziemniakiem. Dodatkowo pojaiwaja sie sprzedawcy slodyczy.

7. Po zachodzie slonca otwieraja sie biznesy z hamburgerami i frytekami z kurczakiem.

8. Jedynie napoje na bazie owocow sprzedawane sa przez caly dzien.

Troche czasu mi zajelo zanim zrozumialem ta polityke jednego sola. Opiera sie ona na tutejszej biedzie. Malo kto ma srodki na kupno czegos wiecej niz ryzu. 80% ludzi zarabia na ulicy majac swoje skromne interesy z ktorych dzienny przychod nie przekracza paru soli. Wiele sprzedaje pare roznych rzeczy w ciagu dnia dopasowujac sie do schematu opisanego powyzej. Jest tez spora grupa obcokrajowcow(w wiekszosci Argentynczycy), ktorzy tez sie dopasowuja do tych schematow gotuja cos w hostelu lub tez przygotowuja kanapki i sprzedaja je na ulicy zarabiajac na noclego i skromne pozywienie. Efekt jest taki, ze kazdy dysponuje tu dochodem z dziennego utargu i majac pare soli w kieszeni nie stac go na kupowanie produktow drozszych niz 1 sol, a malo kto mysli o jakimkolwiek oszczedzaniu.. Efekt jest taki, ze w domkach ludzie nie maja tutaj niczego.. poza telewizorem. Widocznie jest to jedyna rzecz, na ktora warto oszczedzac chociaz bardziej mam wrazenie, ze jest to zakup dokonywany po jednorazowym zastrzyku wiekszej gotowki(spadek lub jakas dobra tymczasowa fucha podlapana przez meza). Telewizory potrafia byc wielkimi najnowszymi plazmami jak i starymi rupieciami. Obowiazkowo sa one wlaczone przez caly dzien i stanowia glowna rozrywke. Warunkiem jest elektrycznosc, ktora jest tylko w wiekszych miasteczkach, a czesto glowny generator uruchamiany jest tylko na pare godzin po zachodzie slonca. W Iquitos dodatkowo kazdy stara sie miec motor.

Regularna praca rozumiana jako cos etatowego ograniczona jest w zasadzie do sluzb mundurowych i moze niewielu fabryk. W wiekszosci jest to wlasna dzialalnosc w pelni nieopodatkowana. Idac uliczkami rzadko sie mija domek, ktory czegos nie sprzedaje lub nie prowadzi jakies wlasnej dzialalnosci. W koncu skoro i tak sie siedzi caly dzien w domu to warto cos sprzedawac.. zysk niewielki ale lepszy rydz niz nic.

Najlepiej to opisuje znana tu anegdota:

Gringo dociera do wioski w dzungli rozmawia z ludzi i postanawia zorganizowac spotkanie w poniedzialek o 17 aby wyjasnic na czym ma polegac jego biznes i zatrudnic lokalnych mieszkancow. Wszyscy sluchaja potakuja i mowia, ze z checia przyjda na spotkanie.

Nadchodzi poniedzialek gringo czeka w poniedzialek na umowionym miejscu o 17 nie ma nikogo. 18 nadal nie ma nikogo. 19,20,21 i nadal nikt nie przyszedl. Gringo stwierdza, ze moze go zle zrozumieli i nastepnego dnia ponownie rozmawia z ludzmi i organizuje spotkanie w piatek gdzie bedzie oferowal prace.Ludzie chetnie sluchaja i obiecuja, ze przyjda. Przychodzi piatek, a na spotkanie nikt nie dociera. Gringo nie wie o co chodzi i kolejnego dnia idac wzdluz rzeki postanawia zagadac lokalsa siedzacego i lowiacego ryby dlaczego sie tak dzieje.

G:- Jestescie biedna spolecznoscia, ja chce Wam zaoferowac prace, a nikt nie jest zainteresowany?

L:- Ale po co nam praca?

G:- Bedziecie mogli zarobic pieniadze.

L:- Ale po co nam pieniadze?

G:- Jak bedziesz ciezko pracowal i oszczedzal to bedziesz mogl wczesniej przejsc na emeryture

L:- A co bede robil na tej emeryturze?

G:- Bedziesz mogl odpoczywac i calymi dniami lowic ryby...