Montevideo

( 2 Votes ) 

Montevideo stolica i zarazem najwieksze miasto Urugwaju zamieszkale przez ponad polowe ludnosci tego kraju. Postanowilem sie tutaj zatrzymac i odpoczac przez pare dni. Poczatkowo bylem przez 3 noce na couchsurfingu, a potem przenioslem sie jako 1 gosc do nowo otwartego hostelu gdzie zatrzymalem sie na kolejne 9 nocy.

 

Jezeli chodzi o glowne atrkacje w miescie to mozna je zwiedzic w ciagu 2 dni. Jest tutaj calkiem ladne stare miasto z duzym glownym placem. Niedaleko tez jest port z ktorego mozna poplynac do Buenos Aires. Warto sie przejsc wzdluz wybrzezana wschod. Mija sie wtedy plaze, przystan dla jachtow i mozna zobaczyc bogatsza czesc miasta. Co mnie zaskoczylo to zaraz przy najbogatszej dzielnicy i to w samym centrum miasta znajduje sie pole golfowe. Ladnie umiejscowiony jest tez Urugwajski parlament. Na polnocy jest ladny czerwony kosciolek umiejscowiny na pagorku. Natomiast na zachodniej czesci wybrzeza jest fort. 
Samo miasto nie jest juz jednak takie bezpieczne jak cala reszta kraju. Kreci sie tutaj mnostwo biednych ludzi. Swoja droga czesc z nich jest jak dla mnie najwieksza atrakcja tego miasta. Uprawiaja oni szeroko pojety recycling. Do kazdego wiekszego smietnika z czestotliwoscia raz na 10 min podchodzi ktos, zeby sprawdzic czy nie kryja sie w nim jakies skarby. Wiekszosc z tych ludzi wyposazona jest w woz ciagniety przez konia. Na wozie znajduja sie wielkie plastikowe worki wypelnione wszystkim co da sie pewnie gdzies odsprzedac na recycling. Same konie sa czesto tez przyozdobione w najrozniejszy sposob. Czesto tez taki ojciec poszukiwacz skarbow wiezie ze soba na wozie corke albo syna. Za to sa to ludzie bardzo biedni ale spokojni i nie zaczepiaja nikogo proszac o pieniadze. Oprocz nich jest jeszcze duza czesc bezdomnych, ktorzy sie chowaja po parkach czy tez siedza na ulicy. Nie jest z tym jednak tak zle jak w Sao Paulo gdzie mija sie spiacych na ulice co kawalek w centrum. 
Samo miasto jest rozlegle i nie ma sie wrazenia jakby mieszkalo tutaj ponad 1.5 miliona ludzi. Jest sporo wolnych przestrzeni, pare ladnych plaz i piekny widok na ujscie rzeki La Platy. Samo miasto jest stosunkowo drogie i ceny w nim dorownuja tym spotykanym przeze mnie w Brazyli. Sami Urugwajczycy z zachowania sa bardzo podobni do Argenynczykow. Uwielbiaja pic jerba mate, grac w pilke, nie widac w nich takiej radosci jak w brazylijczykach.
Nie planowalem tutaj tak dlugiego postoju ale wyszlo inaczej. Myslalem o zatrzymaniu sie na okolo 4-5 dni. W zasadzie bylbym juz wystarczajaco wypoczety po tym czasie aby ruszac dalej. Musialem jednak naprawic namiot czyli znalesc krawca. Kupic nowa opone bo tylnia mam juz kompletnie lysa, chociaz przednia jest w niewiele lepszym stanie. Ale przede wszystkim zajalem sie przeniesieniem tresci tej strony na nowy serwer. 
W namiocie mialem popsute wszystkie suwaki i myslalem, ze to wymaga wymiany zamkow. Ostatniej nocy tez zlamala mi sie znowu metalowa konstrukcja ale to akurat dalo sie szybko naprawic. Spedzilem pol dnia na szukanie pasmanteri gdzie naprawia mi namiot. W pierszej kobiecina powiedziala ze nie ma takiego zamka i skierowala mnie do innej. Ze wskazowkami zapisanymi na kartce najezdzilem sie troche zanim dotarlem do wskazanego miejsca. Niestety nikt tam nie wiedzial o istnieniu jakies pasmanteri. Poddalem sie i wrocilem do hostelu. Przeszukal net w poszukiwaniu pasmanteri w Montevideo ale to co znalazlem to albo jakies ekskluzywne zaklady krawieckie albo znajdujace sie na obrzezach miasta. Zrezygnowany po paru dniach sie zebralem i postanowilem ruszyc w miasto pochodzic i poprostu wpasc na pasmanterie. Przed wyjscie jednak zapytalem wlasciciela hostelu, czy nie wie przypadkiem gdzie znajduje sie takowe miejsce. Okazalo sie ze bardzo mila pani krawcowa ma zaklad 20 m od hostelu! Dodatkowo okazalo sie ze wystaczy uzyc kombinerki zacisnac mocno suwaki i sa one ponownie w pelni sprawne.. Przynajmniej bede o tym wiedzial na przyszlosc:).
Po 3 nocach przenioslem sie od couchsurfingowego hosta do hostelu. Poczatkowo nie moglem go znalesc bo pod adresem znalezionym w necie nie bylo na budynku zadnego znaku sygnalizujacego, ze to hostel. Pokrecilem sie po okolicy i dalej nie moglem go znalesc. W koncu postanowilem zadzwonic do domu pod wskazanym adresem. Otworzono mi drzwi, a na moje pytanie czy to hostel wlasciciel po chwili zastanowienia odpowiedzial: tak. Okazalo sie, ze jestem pierwszym gosciem a hostel jest jeszcze w trakcie przygotowywania do otwarcia. Zyskalem dzieki temu szczegolne zainteresowanie i indywidualne przyjazne podejscie. Hostel Escuela de Rock okazal sie bardzo przyjaznym miejscem. Wlasciciel zakupil poczatkowo czesc domu znajdujaca sie na pietrze i zaczal ja wynajmowac. Po czym zdecydowal sie na zakup parteru z tarasem i otworzyc hostel. Przez co w momencie gdy sie tu zjawilem krecilo sie juz tutaj 8 osob z roznych krajow i panowala bardzo przyjazna atmosfera. Dodatkowo przez to, ze zatrzymalem sie na dluzej lepiej bylo mi dane poznac tych ludzi i przypomnialy mi sie czasy studiow i mieszkania w akademiku. Podoba mi sie takie socjalne zycie gdy pare osob przewija sie przez salon i jest z kim pogadac. Zupelnie przyjemniej niz w mieszkaniu gdzie przebywa tylko rodzina albo 1 wspollokator. 
Osobna histora to przenoszenie tej strony na nowy serwer. Przez brak zgody na automatyczne skopiowanie tresci musialem wszystko zrobic recznie. Przy czym kreator, z ktorego dotychczas korzystalem okazal sie miec wiecej ograniczen niz sie spodziewalem. Zmusilo mnie to do nauczenia sie tworzenia stron za pomoca joomla co akurat okazalo sie dla mnie korzystne:). Narzedzie to ma duzo wiecej mozliwosci i moge zaimplementowac wszystko tak jak sobie od dawna wyobrazalem.