Wenezuela drugie podejscie

( 0 Votes ) 

Po ponad 1.5 roku wrocilem do Wenezueli skad zweszylem okazje kupienia taniego biletu powrotnego do Europy. Przy okazji chcialem sie nacieszyc jazda motorem tankujac najtansza benzyne na swiecie. Potwierdzilem tez przekonanie w sobie, ze wenezuelki to najladniejsze kobiety w Ameryce Poludniowej. Do tego kurs czarnorynkowy dolara urosl tutaj 2 krotnie od czasu mojej ostatniej wizyty co dawalo mi podejrzenie, ze bedzie tanio i na koniec mojej tulaczki bede mogl troche zaszalec:)

Przekroczenie granicy Kolumbijsko-Wenezuelskiej w okolicach Maracaio odbylo sie bez problemow(nie liczac pol godzinnego postoju na sloncu w kolejce po pieczatke). Samo wyjechanie motorem odbylo sie na zasadzie zlozenia papierka z SOAT, ktory dostalem na granicy z Ekwadorem. Nikt o nic nie pytal i nie wklepywal nieczego do komputera. Na motor tez im sie nie chcialo spogladac. Natomiast policja zamiast stac i sprawiac pozory kontroli to chowala sie w cieniu przed sloncem i miala wszystko w dupie. Strefa ziemi niczyjej ma jakies 200m gdzie mozna bez problemow wymienic kolumbijskie peso jak i dolary po kursie czarnorynkowym na boliviary. Kurs jaki mialem to 16 za  1 dolara. Oferowano mi tez 17 ale wole wymieniac w budce niz u ulicznego cinkciarza. Jeden z cinkciarzy oferowal 20 boliviarow za odlka co przy 100$ dawalo mu 200 boliviarow. Ja mowie ok tyle,ze to jest 2000. W tym momecie on stwierdza, ze nie chce mi wymienic po 20 za dolara tylko za 12. Uwaga na takich kretaczy w ameryce polduniowej jest ich pelno! Zgode na jazde motorem odbiera sie jakies 10 km dalej od granicy na posterunku SENIAT. Trzeba miec kopie paszportu, prawa jazdy i dokumentu potwierdzajacego, ze jest sie wlascicielem motoru. Przez 15 min wstukuja to do kompa i wydaja papierek, ktory pozwala na 90 dniowa jazde po Wenezueli. Po drodze mija sie pare posterunkow gwardi narodowej, ktorej tak sie obawialem poprzednim razem. Obecnie gdy mowie po hiszpansku to sie ucina co najwyzej z nimi mila pogawedke bo chlopaki sie nudza i jedzie dalej. Policja na drodze to prawdziwa rzadkosc. 

Oczywiscie w baku juz mialem pustke bo nikt normalny nie wjezdza do Wenezueli zatankowany. Dojezdzam na stacje, a tam zajebista kolejka.. Jade sie ustawic na koniec za poteznymi krazownikami szos. Ludzie na mnie patrza i pytaja sie co robie. Ja mowie, ze chce zatankowac motor. Oni patrza na mni i mowi to jedz pod bezposrednio pod dystrybutor! No to podjechalem. Facet tankuje akurat ciezarowke. Ja odkrecam pokretke od baku i mowie, ze chce paliwa. On wyciag waz z tankowanej ciezarowki i tankuje mi do pelna. Rozlewajac paliwo na prawo i lewo. Po czym wraca do tankowania ciezarowki. Pytam ile to mowia 1.5 boliviara jak to tutaj bywa przetlumaczone z 1 ust do drugich na 10. Co i tak daje jakies 2 zlote za pelen bak. A jak sie pozniej okazalo to przeplacilem 20 krotnie.

Po dojechaniu do Maracaibo skierowalem sie w strone miejsca gdzie sprzedaja bilety lotnicze na lini CONVIASA. Bladzac po miescie nagle ktos za mna trabi i krzyczy, az sie zatrzymuje, sprawdzam, a tam facet, ktorego poznalem na granicy. Postanawia mnie zaprowadzic do 5 gwiazdkowego Hotelu Lago Veratur gdzie sprzedawane sa bilety CONVIASA. Oficjalna cena na lot w jedna strone z Caracas do Madrytu to 2560 boliviarow co po kursie czarnorynkowym jakies 170$. Super oferta watpliwosci mialem tylko czy da sie ja mi kupic jako obcokrajowcowi. Wszystko idzie ladnie i sprawnie, az do mometnu platnosci. Pani pyta o krate platnicza, a ja za zaplace gotowka. Niestety gotowki nie chca przyjac. Wtedy wlancza sie zaprzyjazniony facet  i mowi, ze on zaplaci a ja dam mu gotowke. Niestety nie mial karty przy sobie i musial po nia pojechac do siebie do mieszkania. Ja w tym czasie poszedlem skopiowac paszport. Po godzinie facet wraca idziemy placic.. i niestety okazuje sie, ze karta nie dziala:(. Pare telefonow do banku nie pomaga. Ostatecznie jednak znajdujemy osobe, ktora zgadza sie za mnie zaplacic karta a ja jej dam gotowke. Przeliczam i cos mi sie pokrecilo i dalem kobiecie 2670 zamiast 2570. Oczywiscie przeliczali 2 razy i tej nadmiarowej stowki mi nie oddali. Co by nie bylo kupilem bilet powrotny do Europy na 30 stycznia! Wyjdzie, ze spedze w ameryce poludniowej dokladnie 20 miesiecy czyli 612 dni:). Co do Wenezueli to pierwszego dnia bylem 3 razy oszukany. Raz w punkcie ksero, Drugi raz na stacji. Trzeci podczas kupowania biletu. Co prawda na male kwoty ale fakt jest faktem...

Zaprzyjazniony facet okazuje sie adwokatem, a drugi jego kolego policjantem. Zrobilo sie pozno i oferuja mi nocleg u siebie w mieszkaniu. W samym centrum Maracaibo z widokiem na zatoke i katedre! Do tego cale mieszkanie do wlasnej dyspozycji. 

Nastepnego dnia zakupuje ubezpieczenie OC tutejsze Seguro Obligado za 130 boliviarow na caly rok bo na krocej nie sprzedaja. Wyposazony w numer tel do zaprzyjaznionego lokalnego policjanta i adwokata opuszczam Maracaibo. Majac takie kontakty jestem nie do ruszenia:).